*OGŁOSZENIE*

Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

czwartek, 15 września 2011

A za rok…

No nie mogłam się powstrzymać, żeby tego nie napisać. W końcu tylko raz się zdarzy, że będę dokładnie rok przed ślubem, a że akurat nie mam dostępu do komputera, pozwoliłam sobie wykorzystać opcję publikacji notek z opóźnieniem :)

Pisząc w niedzielę, 11 września, nie mogę być pewna tego, co robię w czwartek, 15 września 2011 roku. Raczej wiem gdzie jestem – na którymś z pienińskich szlaków… Raczej wiem z kim jestem – z moim przyszłym mężem (ratunku! jak to brzmi!). Nie mam pojęcia jak się czuję, czy coś mi dolega, ani w jakim jestem nastroju. Natomiast jestem pewna, że myślę ciągle o tym, że już za rok o tej porze wszystko zacznie się zmieniać i rozpocznie się nowy etap mojego życia. I prawdopodobnie o tym właśnie rozmawiamy, wędrując z Frankiem po górach :)
W niedzielę wpakowaliśmy do torby wino, które być może dzisiaj popijamy sobie podczas tych rozważań na temat naszej przyszłości.
Za rok prawdopodobnie będziemy je popijać już na własnym weselu :)

Jej, co to się będzie działo! :)
Jeszcze nigdy nie byłam tak pewna tego, co będę robić za rok, o tej samej porze.*

Ps. Flo., wszystkiego najlepszego dla Ciebie i MW z okazji Waszej rocznicy ślubu :)
*nie kuszę losu, zawsze należy pamiętać o tym, żeby swoich planów nie być zbyt pewnym, ale niby dlaczego mam być pesymistką? :) A więc: odpukuję w niemalowane, pluję przez lewe ramię, czy co tam jeszcze i nadal wierzę w to, że wiem, co będę robić za rok :)

niedziela, 11 września 2011

Wiewióra.

W zasadzie to już mnie pożegnałyście pod poprzednią notką, więc się jednak rozpisywać nie będę za bardzo :) Pierwsze dwa dni urlopu spędzone w Miasteczku, mamy już niestety za sobą. Wczoraj z rodzicami, siostrą i jej chłopakiem zakończyliśmy sezon grillowy. Dzisiaj zaliczyliśmy jeszcze wojewódzkie dożynki. A to nasza dożynkowa zdobycz, Wiewióra ze słomy:
 
Franek się w niej zakochał od razu. Ja, kiedy tylko przekonałam się, że on naprawdę chce ją mieć :) Wcześniej nie chciałam głośno mówić, że Wiewióra mi się podoba, ale skoro Franek pierwszy to powiedział…
 
Będzie nam pasowała do kwiatów wyplecionych ze sznura sizalowego, które sprawiliśmy sobie na jarmarku w Poznaniu :)
A jak ona pachnie…! Jak powietrze w trakcie żniw :)

Torby zapakowane, trasa opracowana. Wyruszamy jutro po szóstej. Wracamy chyba za tydzień. Zostawiam więc Was z Wiewiórą. Do poczytania :)