*OGŁOSZENIE*

Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

czwartek, 26 kwietnia 2012

Jest suknia! A właściwie - będzie :)

Myślałam, że będzie łatwiej z tą suknią... Wiedziałam mniej więcej, co mi się podoba - raczej skromne suknie, niezbyt szerokie, ale też nie całkiem wąskie. Żadne bezy, bo bym się w nich zgubiła, ani żadne rybki :) No i rzecz najważniejsza - absolutnie nie wchodziły w grę suknie bez żadnych ramiączek czy rękawków! Napatrzyłam się na weselach na panny młode, które co chwilę podciągały swoje suknie, które nie miały szeleczek. Wyglądało to fatalnie. A i pewnie one nie czuły się zbyt komfortowo...

Wiedziałam więc mniej więcej, czego szukam. Do tego w styczniu na targach zobaczyłam dwie suknie, które bardzo mi się spodobały i te były pierwsze, które chciałam przymierzyć, kiedy dwa tygodnie temu przyjechała do Poznania moja mama. Była to sobota, a więc za wiele czasu nie miałyśmy - właściwie weszłyśmy tylko do dwóch miejsc. Mój pierwszy typ okazał się dużo ładniejszy na zdjęciu niż na mnie :) Za to druga suknia... Pięknie w niej wyglądałam, przy czym była bardzo, bardzo skromna. Nie miała żadnych ozdób poza pasem w talii. Tę suknię robił po prostu jej krój - taki trochę na księżniczkę :), w którym było mi bardzo ładnie. Ale miałyśmy kilka zastrzeżeń - na przykład nie odpowiadał nam materiał i byłby problem z bolerkiem..

Pojechałyśmy jeszcze w inne miejsce i tam znalazłam dwie suknie, które najbardziej nam się podobały - a przede wszystkim, w których najlepiej wyglądałam. Podobne w kroju do siebie, z tym, że jedna była z półgolfikiem koronkowym, a druga na szeleczce za szyją. Ostatecznie stwierdziłam, że ta druga leży na mnie lepiej. No to miałam o czym myśleć przez kilka kolejnych dni - właściwie wszystko sprowadzało się do tego, że musiałam zdecydować, który styl bardziej mi odpowiada.

Kilka dni później przeszłam się jeszcze z koleżanką. Ona sama miała dylemat, bo w kilku sukniach bardzo jej się podobałam i nie potrafiła mi jednoznacznie doradzić. Zresztą, nie oczekiwałam przecież, że podejmie za mnie decyzję :) Wzięłam sobie do serca jej uwagi, podobnie jak słowa mamy i... przedwczoraj wybrałam się na przymierzanie jeszcze raz! Tym razem sama. Teraz chciałam się skupić już tylko na sobie i swoim wyglądzie. Prawie podjęłam decyzję.
Przymierzałam też dwie suknie, które były bardzo oryginalne. I dwa razy droższe od moich wcześniejszych typów - choć jednocześnie piękne i warte swej ceny. Fajnie było zobaczyć siebie w takich sukniach, ale ostatecznie zrezygnowałam z nich - już nawet nie tylko ze względu na cenę. Te suknie były naprawdę niezwykłe i bardzo ładne. Ale pomyślałam sobie, że wolę, żebym to ja była ozdobą sukni, a nie na odwrót :) A w tym wypadku na pewno wszyscy zwróciliby uwagę na taką kreację, a być może całkowicie by mnie przyćmiła. Zrezygnowałam też ostatecznie z tej sukni, która spodobała mi się na targach. Naprawdę podobałam się sobie w niej, ale miała za dużo drobnych wad... I jednak zgodziłam się z opinią koleżanki, że jak na taki dzień ta suknia była jednak zbyt skromna i wyjątkowo mało strojna.
Wziąwszy pod uwagę wszystkie spostrzeżenia osób mnie oglądających, a przede wszystkim moje własne, zdecydowałam się na suknię, która będzie poskładana z dwóch :) Dzisiaj pojechałam znowu do salonu i po raz kolejny wszystko przymierzałam, żeby utwierdzić się w tym, że moja decyzja jest trafna. Myślę, że jest dobrze :) Suknia będzie biała z odkrytymi ramionami i koronkowym półgolfikiem. Koniecznie biała, o czym wiedziałam już wcześniej, ale jedna z ekspedientek powiedziała, że jeszcze nigdy nie widziała, żeby biała suknia tak kogoś rozświetlała jak mnie i że wyglądam w bieli ślicznie, czym jeszcze bardziej utwierdziła mnie w tym przekonaniu :) Do tego usłyszałam, że mam długą szyję i ładne ramiona starałam się więc podkreślić te atuty. Podobnie jak wcięcie w talii oraz biust. Ostatecznie jestem zadowolona z wyboru, chociaż tak naprawdę suknię w ostatecznym kształcie dopiero zobaczę, gdy już mi poskładają te dwie w jedną :)
Pierwsza przymiarka ostatniego dnia czerwca. Do tego czasu muszę sobie sprawić stanik i buty na ślub. I utrzymać wagę. Jeśli przytyję - wiadomo, nie będzie już tak ładnie, jak teraz. Jeśli schudnę, będę miała zbyt kościste ramiona i wystający mostek.

Tak, jak napisałam - myślałam, że to będzie łatwiejsze :) Początkowo wybór wydawał mi się oczywisty, niemal brałam już tę pierwszą suknię, w której się sobie podobałam. Ale potem okazało się, że jest kilka takich, w których wyglądam ładnie i miałam naprawdę twardy orzech do zgryzienia. Nie sądziłam, że aż tyle sukni będzie mi pasowało.

Wiem, że ta notka jest lekko nudnawa i trudno sobie wyobrazić tę suknię po samym opisie. Ale uprzedzam pytania - raczej zdjęcia tutaj nie wrzucę. Po pierwsze dlatego, że Franek czasami zagląda na bloga a oboje nie chcemy, żeby widział suknię wcześniej. I wcale nie chodzi o żadne przesądy. Po prostu oboje chcemy, żeby była niespodzianka i żeby Franka mogło trochę zatkać na mój widok :) Wiem, że się jemu podobam prawie we wszystkim, ale w ten dzień wygląda się wyjątkowo pięknie i po prostu chcę zrobić dodatkowe wrażenie dzięki elementowi zaskoczenia.
A po drugie - i to ważniejsze, zdjęcia tej sukni zwyczajnie nigdzie nie ma :) Musicie więc polegać na swojej wyobraźni...

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Cztery!

Czy wiecie, że dzisiaj mijają cztery lata, odkąd rozpoczęłam moją przygodę z blogowaniem? Pewnie nie, bo kto by to śledził? :) Poza mną, rzecz jasna. Więc ja śledzę i nawet czuję potrzebę poświęcenia temu faktowi oddzielnej notki.
Choć tak naprawdę miało być o czymś innym, bo od kilku dni temat goni temat w mojej głowie i tylko nie ma kiedy ich zrealizować :) A do tego jeszcze łoś ze mnie, bo ostatnio znowu byłam w delegacji, napisałam trzy notki, z czego jedna została już opublikowana. Pozostałe dwie tkwią sobie w pamięci mojego służbowego laptopa i jakoś ciągle zapominam o tym, by je stamtąd wydobyć. Cóż, będzie lekki poślizg.
A w ogóle to dzisiaj znowu byłam przymierzać suknie ślubne i pewnie na ten temat też przydałoby się coś napisać :) Ale na razie to się tym przymierzaniem dość zmęczyłam - psychicznie, więc sobie chwilowo podaruję tę tematykę.

Nie sądziłam, że kolejny rok spędzony na pisaniu bloga przyjdzie mi świętować na nowym miejscu. Ciągle nie mogę się z tym faktem oswoić, choć z drugiej strony mój udział w blogowaniu został dzięki tej zmianie nieco odświeżony.
Pisanie jest dla mnie ważne. To wiem. Nie wiem natomiast, dlaczego właściwie tak jest? :) I dlaczego ciągle chcę pisać. Co mi to daje? Poza wirtualnym spotkaniem z Czytelnikami? Chyba po prostu fajnie jest móc wyrazić to, co się myśli słowem pisanym. Podoba mi się możliwość zastanowienia się nad każdym słowem (bo pisanie to trochę taka celebracja słowa - przy mówieniu zazwyczaj mniej się skupiamy na tym, co wydobywa się z naszych ust i w jakiej jest to formie). Podoba mi się, że mogę podzielić się własną refleksją na jakiś temat a także opowiedzieć kilka historii ze swojego życia. Fajnie, że ktoś chce ich "wysłuchać".
Lubię czasami znaleźć się w centrum uwagi, ale tylko wtedy, gdy ja sama ustalam warunki - kiedy się na to godzę i dobrowolnie wystawiam się na widok wszystkich. Są sytuacje, gdy wolę stać z boku i obserwować, a wychylam się dopiero wtedy, gdy czuję taką potrzebę oraz kiedy wiem, że jestem w stanie skupić na sobie uwagę innych. Blog jest dla mnie takim miejscem, w którym jestem w centrum, właśnie dlatego, że sama o tym zadecydowałam. I chyba to jest w tym wszystkim takie fajne :) Mam pełną kontrolę nad tym, co i ile chcę powiedzieć. A przecież wiecie, że ja lubię kontrolę ;P Nie na darmo w kontrolingu pracuję!

Czas płynie, ludzie się zmieniają, a wraz z nimi ich poglądy i nastawienie do wielu rzeczy. Siłą rzeczy zmienia się także blogosfera i mój stosunek to blogowania. Jak na razie nie zmienia się tylko to, że nadal chcę pisać :)