*OGŁOSZENIE*

Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

środa, 27 lutego 2013

Pracowita refleksja



Siedziałam dzisiaj w warszawskiej sali konferencyjnej w towarzystwie marketingowca oraz dwójki gości z Anglii. Tłumaczyłam im procedury sprzedaży, omawialiśmy problemy z oprogramowaniem. Pytali, czy mam jakieś sugestie, dotyczące ulepszenia raportów. Wspólnie analizowaliśmy tabelki i wykresy.  Później wyszliśmy na lunch (śmiać mi się zawsze z tego słowa chce, wydaje mi się jakieś pretensjonalne :)) i rozmawialiśmy o sprawach nie tylko służbowych. Wszystko po angielsku.

Naszła mnie refleksja, że kiedyś to wszystko wydawało się kompletnie poza moim zasięgiem.  Delegacje, dojazdy taksówką na koszt firmy, spotkania  z zagranicznymi gośćmi, konferencje, omawianie strategii, laptop, komórka... A już w ogóle nie do pomyślenia było, że na takiej konferencji nie będę robić tylko za sekretarza, ale ktoś mnie będzie słuchał! Pytał o zdanie! Ba! Traktował jak osobę, która wie o czym mówi i od której inni mieliby się uczyć.
Takie rzeczy to tylko dla ludzi w garniturach i garsonkach. Tych ważnych. Nie dla jakiejś Margolki, która z jakiegoś zapyziałego Miasteczka se przyjechała. To dla tych, co karierę robią, a nie dla takiej, która zawsze chciała mieć męża na własność i może jeszcze jakieś dzieci.
Okazało się, że nie wszystko jest tak niedostępne i że czasami ktoś potrafi docenić nie tyle przebojowość i bezkompromisowość, co pracowitość i solidność. A niektóre rzeczy wcale nie są takie burżujskie i snobistyczne, ale całkiem normalne i dostępne zwykłym śmiertelnikom :) Tylko z daleka wydają się "ważniakowate" :P

Tak, to jest to, w czym się realizuję, co sprawia mi radość, co chciałabym w życiu robić. Ponieważ jestem już wykończona*, skupię się właśnie na tym i będę się delektować tą myślą. Nie będę się teraz zastanawiać nad tym, jakie może to za sobą nieść konsekwencje.

*notkę oczywiście napisałam wczoraj w pociągu a moje wykończenie było na tyle skrajne, że jak weszłam do domu to włączyłam komputer po to, żeby go od razu wyłączyć i poszłam spać! :)

niedziela, 24 lutego 2013

Dziwnie

Dziwnie się czuję ostatnio we własnej skórze... Mam wrażenie, że nie jestem sobą. Niby wszystko jest tak, jak dawniej, ale wydaje się jakieś inne i myślę, że to właśnie dlatego, że jakaś część mnie, jakby się oderwała i stanęła z boku, obserwując wszystko z innej perspektywy. Leżę potem wieczorem w łóżku, wpatrując się w sufit i rozmyślam. O tym, że nie czuję się sobą. Coś się zmieniło, ale nie wiem co. 
To nie ma nic wspólnego z moim samopoczuciem. Jest mi dobrze, nastroje miewam takie, jak zawsze - raz jest lepiej, raz gorzej.  Chodzę do pracy, którą lubię tak samo, jak zawsze. Spotykam się ze znajomymi, chodzę na aerobik. Sprzątam, gotuję. Odpoczywam tak, jak lubię. Żyję z Frankiem i jest mi dobrze.
I tylko to poczucie, które chwilami mnie dopada - jakbym stała z boku...
I dziwne jest to, że bywam głodna wieczorami. To mi się wcześniej nie zdarzało.
Może porwali mnie kosmici? :]