*OGŁOSZENIE*

Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

czwartek, 17 września 2009

Nick.

Wczoraj na jednym blogu przeżyłam szok czytając mój komentarz, którego nie napisałam. Czyli nie mój tak naprawdę, ale napisany przez margolkę. Dziwnie mi się zrobiło.Nie był to co prawda (i na szczęście) żaden komentarz obraźliwy albo agresywny, ale jednak nie w moim stylu. Zwłaszcza, że było to na blogu, na którym nigdy nie zostawiałam komentarzy.
Pierwsza moja myśl to, że ktoś się pode mnie bezczelnie podszywa. W pierwszej chwili się wkurzyłam. Ale zaraz przyszła refleksja. Blog jest dość popularny, czyta go mnóstwo osób, dlaczego więc nie miałaby go czytać osoba o takim samym imieniu jak ja? A że mój nick pochodzi od imienia, to również ta osoba mogła siebie nazwać margolką…
Z ciekawości wpisałam „margolka” w google. Oczywiście poza moim blogiem było mnóstwo wyników. Jakieś blogi, fora… Nie powinno to dziwić, w końcu nick to nie imię i nazwisko – a zbieżność i tych dość często jest spotykana. Poza tym to nie pierwszy raz kiedy się przekonałam, że ktoś jeszcze podpisuje się jako „margolka”, często jak się gdzieś chciałam zalogować, okazało się, że ten login jest już zajęty. Ale nigdy się tym nie przejmowałam. Teraz przejęłam się chyba dlatego, że w społeczności blogowej nick funkcjonuje trochę inaczej. Za tym podpisem kryje się osoba, która często u siebie opisuje swoje życie i swoje przemyślenia. Dla osób, które ją czytają nie jest już tak do końca anonimowa – w końcu każdy Czytelnik tworzy sobie w głowie jakiś obraz takiej Margolki na przykład…
Dlatego, kiedy zobaczyłam słowa nie napisane przeze mnie, za to przeze mnie podpisane, poczułam się nieswojo. Zaczęłam się obawiać, czy mój wizerunek w sieci nie ulegnie zniekształceniu. Nawet gdyby miała to być osoba uprzejma, sympatyczna i inteligentna, to jednak nie byłabym ja. Z tym niestety trzeba się liczyć w sieci, zwłaszcza kiedy występuje się jako użytkownik tymczasowy. Niestety, jeśli bym się zalogowała, podpis nie miałby nic wspólnego z margolką i musiałabym i tak każdemu tłumaczyć, że to ja ;) Zdublowane nicki często się zdarzają, pewnie niejedna z Was spotkała się z podobną do mojej sytuacją. Pozostaje nie przejmować się tym specjalnie :)
Chociaż pewnie zacznę baczniej obserwować co się dzieje w komentarzach i czy to była jednorazowa sytuacja, czy może biega po blogach jeszcze jakaś Margolka. To i tak nie byłoby złe. Najgorzej jeśli okazałoby się, że ktoś specjalnie się pode mnie podszywa i zostawia na przykład złośliwe komentarze. Wtedy zacznę działać. A tymczasem – jakbyście kiedyś przyuważyły gdzieś jakąś Margolkę, która wypowiada się nie w moim stylu, miejcie się na baczności :)

wtorek, 15 września 2009

Hmmm...

Sprawa wygląda tak:
Odważyłam się wreszcie napisać maila do Hiszpana. Tego, z którym miałam zajęcia. Zbierałam się długo, bo nie bardzo wiedziałam co, albo raczej jak, mam napisać. Opisałam mu całą sytuację, że oblałam ten egzamin, że wszystkie części poszły mi dobrze oprócz tej ustnej i nie wiem dlaczego. Poprosiłam go, żeby mi wyjaśnił, co mi tak źle poszło. W końcu był na tym egzaminie. Ogólnie pisałam chyba przez pół godziny, bo swoją drogą trochę wyszłam z wprawy – jednak nie miałam z hiszpańskim do czynienia już równo cztery miesiące (O matko! Ale ten czas zleciał!). Napisałam długaśną rozprawę. Po godzinie otrzymałam krótką odpowiedź:
Tienes que reclamar. Puede ser que haya sido un error en el sistema de correccion, que es informatico. Sin duda, reclama. Recuerdo que yo te puse apto en la parte oral y no creo que la otra examinadora te pusiera malas notas.
Wiem, że niektóre z Was rozumieją :) Dla tych co nie rozumieją: Mam się odwołać. Możliwe, że wystąpił jakiś błąd komputera w podliczaniu punktacji. Hiszpan pamięta, że zaliczył mi ten egzamin i mówi, ze nie sądzi, żeby drugi egzaminator postawił mi niskie oceny…
Hmmm…. Ja generalnie mam w życiu pecha, więc jakoś mi się nie chce wierzyć, że w tym przypadku miałabym tyle szczęścia, że o zawalonym egzaminie zdecydowałby głupi komputer. Ale szczerze powiem, lepiej się poczułam. Przynajmniej wiem, że nie zbłaźniłam się na tym egzaminie…