*OGŁOSZENIE*
Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)
Orzeł wylądował. A właściwie orzełka Margolka – wczoraj późnym popołudniem na wrocławskim Koperniku
Mój pobyt w Irlandii dobiegł końca niestety. Co wcale nie znaczy, że skończył mi się również urlop
Kosztem tego, że we wtorek i środę będę musiała zostać w pracy do
wieczora, wzięłam sobie wolne jeszcze na dziś i tym sposobem znalazłam
się dzisiaj w Miasteczku a nie w Poznaniu i majówkę spędzę w domku,
delektując się jeszcze kilkoma dniami beztroski i wolności
W Irlandii natomiast było fantastycznie! Krótko trochę, fakt, ale
wróciłam niesamowicie wypoczęta, zwłaszcza psychicznie. Nic nie
musiałam, mogłam sobie leżeć i pachnieć
Ale pozwoliłam sobie jednak na niewielki wysiłek polegający na
zwiedzaniu, graniu w kraty, lekkim imprezowaniu i oczywiście na
rozmawianiu z koleżankami i wspominaniu studenckich czasów. W następnej
notce powiem coś więcej i może jakieś fotki nawet się znajdą.
W każdym razie wyjazd był naprawdę rewelacyjny. Zawsze świetnie się
czuję na urlopie, ale tym razem było jeszcze lepiej – myślę, że dlatego,
że zawsze miałam świadomość podczas wypoczynku, że jak wrócę będę
musiała coś robić – że czeka na mnie kolokwium, prezentacja, esej albo
magisterka do napisania. A tym razem nic na mnie nie czeka! Poza pracą
oczywiście, ale to jest inna sprawa, bo za to mi płacą
A kiedy jestem na urlopie nie muszę o niej myśleć, ba, nawet nie mogę,
bo szef mi zabronił, więc tego nie robię. Relaks totalny!
Dziwnie było
trochę, że bez Franusia, chwilami brakowało mi go, wspominałam sobie
wspólne wypady i żałowałam, że go nie ma ze mną. Miałam
nadzieję, że uda mu się do mnie dojechać do Miasteczka, ale niestety
wolne ma dopiero w poniedziałek, a wtedy to ja już będę wracać. Ale z drugiej strony to też miało swój urok, że byłam bez niego
– byłam bardzo zaaferowana a poza tym cieszyłam się spotkaniem z dawno
niewidzianymi koleżankami, więc tęsknota nie doskwierała mi jakoś
szczególnie, natomiast Franek codziennie wysyłał mi mnóstwo smsów, z
których wynikało, że tęskni i to było bardzo miłe
Nic to, już kiedyś pisałam, że nam rozstania zawsze służą i mam nadzieję, że tym razem też tak będzie i stęskniony Franek przywita mnie w poniedziałek z radością
A tymczasem, mimo, że przede mną jeszcze trzy dni wolnego, kończę urlop od blogowania
Powoli powracam – odpowiem na wszystkie wcześniejsze komentarze i
nadrobię zaległości u Was, chociaż pewnie trochę czasu mi to zajmie
No to zaczęło się. W sensie urlopowanie
W piątek zamknęłam sprawy bieżące w pracy i wybyłam
A wieczorem zaliczyłam cały wachlarz rozrywek
Najpierw poszłam do filharmonii, potem do klubu na piwo z dziewczynami
a w końcu wylądowałam w na koncercie bluesowym z Frankiem, jego mamą i
ciocią
Muszę przyznać, ze wieczór byłby super gdyby nie to, że byłam koszmarnie zmęczona
Oczy mi się zamykały i chociaż strasznie miałam ochotę pobawić się i
mile spędzić ten wieczór, organizm się buntował i przez ten konflikt
interesów niestety nie byłam w najlepszym nastroju. Trudno, było minęło.
Ale wieczór i tak był fajny.
A tymczasem za chwilę wyruszam… Udało mi się spakować. Oto mój jedyny bagaż
Dałam radę zmieścić się w torbę 55x40x20
Jestem z siebie dumna.
Przyznać muszę, że trochę się boję… Dawno już sama nie podróżowałam, zawsze z Frankiem i raźniej było
W Dublinie muszę wsiąść w autobus i przejechać na drugi koniec
Irlandii do Limerick i wysiąść na odpowiednim przystanku. Mam nadzieję,
że obejdzie się bez komplikacji
Fakt, w Hiszpanii radziłam sobie bez problemu i też jeździłam sama
wzdłuż i wszerz, więc pewnie tym razem też sobie poradzę, w końcu nie
jestem jakąś sierotką
No dobrze, już czas. Trzeba się załapać na odprawę
Dziewczyny mają internet, więc jeśli będę miała czas, dam Wam znać co porabiam
Udało mi się też przedłużyć urlop i co prawda w Irlandii będę tylko do
czwartku, ale potem z wrocławskiego lotniska pojadę nie do Poznania ale
prosto do Miasteczka i zostanę tam aż do 3 maja
10 dni urlopu. Właśnie zaczyna się drugi
Dopisek:
Notkę napisałam w niedzielę rano, ale się nie opublikowała niestety, nie wiem dlaczego
W każdym razie – jestem już w Irlandii, podróż bez większych problemów
a teraz siedzimy już od kilku godzin z dziewczynami i gadamy, gadamy,
gadamy…
Pozdrawiam z Limerick