*OGŁOSZENIE*

Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

niedziela, 2 maja 2010

Śladami Margolki.

Dzisiaj zapraszam Was na wycieczkę po Irlandii :) Zdjęć zrobiłam mnóstwo i trochę czasu zajęło mi, żeby spośród nich wybrać takie, które najlepiej streszczą to, co robiłam przez pięć dni mojego pobytu na Zielonej Wyspie. Z wiadomych względów, oszczędzę Wam widoku mojej buźki ;)
Czy to już uzależnienie? :) Zaraz po przybyciu na miejsce musiałam sprawdzić co w necie piszczy. Ale za to potem prawie nie włączałam kompa, do samego końca.  ZDJĘCIE BYŁO I SIĘ ZMYŁO :)
W poniedziałek wybrałyśmy się na wycieczkę do Galway, oddalonego około dwie godziny drogi autobusem od Limerick. Piękne miasto. W dodatku pogoda była wprost wymarzona, więc zdjęcia wyszły piękne. Uwielbiam takie kolory :)

KTO NIE WIDZIAŁ, TEN TRĄBA ;)

Podobno jakaś ważna ściana :) Ale wybaczcie moją niewiedzę. Po prostu tym razem pojechałam bardziej w odwiedziny niż na zwiedzanie ;)
A PAN DOKTOR BYŁ PIJANY I PRZYKLEIŁ SIĘ DO ŚCIANY:P
Urzekł mnie ten domek:
 
Atlantyk:

Wiedziałyście, że w Irlandii też są palmy? :)
TRZEBA POJECHAĆ I ZOBACZYĆ ;)

A to już Limerick:

MOŻE NASTĘPNYM RAZEM? :)
Trochę Gotyku:

Znajdź Margolkę :)

A może koło ratunkowe? :))


Polaków było tam mnóstwo. Mam wrażenie, że więcej niż w Poznaniu na ulicy w okolicy akademików :P Niemal na każdej ulicy taki widok:

Zobaczcie jaki parasol miała moja koleżanka! Co za kolory! Nosz prawdziwie margolkowy! Gdyby nie to, że nie zmieściłby mi się do bagażu podręcznego, już by go nie miała :) Nie mogłam się powstrzymać, żeby sobie chociaż zdjęcia nie zrobić:

TO ZDJĘCIE JESZCZE KIEDYŚ MUSI TU WRÓCIĆ :)
A tu już kolory natury. No czyż nie pięknie?

Od zawsze lubiłam włazić tam, gdzie nie wolno ;)
ŻAL TEGO ZDJĘCIA
Margolka w wersji „umcyk-umcyk” ;)

 DOSYĆ TEGO DOBREGO :)
A tu po kilku piwach :P
 
 NIC GODNEGO UWAGI ;)
Czasami jednak trzeba się przespać. To była moja norka ;)
  
Gwoli wyjaśnienia: łózko po prawej jest zajęte :) Tylko koleżanka się dobrze „zakokoniła” ;) Właścicielka lewego robi zdjęcie. Moje legowisko było wyborne – spałam jak suseł, aa, i tam był materac ;)
Lojalnie uprzedzam, że za jakiś czas większość z tych zdjęć zniknie ;)

piątek, 30 kwietnia 2010

Guess who’s back

Orzeł wylądował. A właściwie orzełka Margolka – wczoraj późnym popołudniem na wrocławskim Koperniku :) Mój pobyt w Irlandii dobiegł końca niestety. Co wcale nie znaczy, że skończył mi się również urlop :) Kosztem tego, że we wtorek i środę będę musiała zostać w pracy do wieczora, wzięłam sobie wolne jeszcze na dziś i tym sposobem znalazłam się dzisiaj w Miasteczku a nie w Poznaniu i majówkę spędzę w domku, delektując się jeszcze kilkoma dniami beztroski i wolności :)
 W Irlandii natomiast było fantastycznie! Krótko trochę, fakt, ale wróciłam niesamowicie wypoczęta, zwłaszcza psychicznie. Nic nie musiałam, mogłam sobie leżeć i pachnieć :) Ale pozwoliłam sobie jednak na niewielki wysiłek polegający na zwiedzaniu, graniu w kraty, lekkim imprezowaniu i oczywiście na rozmawianiu z koleżankami i wspominaniu studenckich czasów. W następnej notce powiem coś więcej i może jakieś fotki nawet się znajdą.
W każdym razie wyjazd był naprawdę rewelacyjny. Zawsze świetnie się czuję na urlopie, ale tym razem było jeszcze lepiej – myślę, że dlatego, że zawsze miałam świadomość podczas wypoczynku, że jak wrócę będę musiała coś robić – że czeka na mnie kolokwium, prezentacja, esej albo magisterka do napisania. A tym razem nic na mnie nie czeka! Poza pracą oczywiście, ale to jest inna sprawa, bo za to mi płacą :P A kiedy jestem na urlopie nie muszę o niej myśleć, ba, nawet nie mogę, bo szef mi zabronił, więc tego nie robię. Relaks totalny!
Dziwnie było trochę, że bez Franusia, chwilami brakowało mi go, wspominałam sobie wspólne wypady i żałowałam, że go nie ma ze mną. Miałam nadzieję, że uda mu się do mnie dojechać do Miasteczka, ale niestety wolne ma dopiero w poniedziałek, a wtedy to ja już będę wracać. Ale z drugiej strony to też miało swój urok, że byłam bez niego – byłam bardzo zaaferowana a poza tym cieszyłam się spotkaniem z dawno niewidzianymi koleżankami, więc tęsknota nie doskwierała mi jakoś szczególnie, natomiast Franek codziennie wysyłał mi mnóstwo smsów, z których wynikało, że tęskni i to było bardzo miłe :) Nic to, już kiedyś pisałam, że nam rozstania zawsze służą i mam nadzieję, że tym razem też tak będzie i stęskniony Franek przywita mnie w poniedziałek z radością ;)
A tymczasem, mimo, że przede mną jeszcze trzy dni wolnego, kończę urlop od blogowania :) Powoli powracam – odpowiem na wszystkie wcześniejsze komentarze i nadrobię zaległości u Was, chociaż pewnie trochę czasu mi to zajmie :)