Mój blog i moje kredki. Margolka bez koloryzowania :)
*OGŁOSZENIE*
Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)
środa, 31 grudnia 2014
miala byc
notka podsumowujaca, mialo byc o ostatnim KTG. Ale nie bedzie bo pisze na szybko z tableta. Przyjeli mnie na oddzial, nie mam skurczow ani nic sie nie dzieje ale podczas ktg dzis tasiemcowi zaniklo tetno na minute. Byc moze tylko sie przekrecil w druga strone bo drugi zapis byl juz wzorowy, ale poniewaz ciaza jest donoszona to bez tasiemca juz stad raczej nie wyjde. Prosilam tylko byle nie dzis, ale maja indukowac porod naturalny, wiec moze tak szybko to nie pojdzie. Trzymajcie kciuki zeby sie tasiemiec jeszcze przez te osiem godzin z hakiem trzymal, potem juz mi wszystko jedno!
poniedziałek, 29 grudnia 2014
Spotkania
Powoli dobiegają końca nasze świąteczne wojaże. Jutro wyjeżdżamy z Poznania - jeszcze tylko jedno spotkanie nas czeka. Bo ten poznański czas był wyjątkowo obfity w spotkania towarzyskie. Najpierw już w trasie widzieliśmy się znowu z Dorotą, bo się zabrała z nami z Miasteczka. Jeszcze tego samego dnia do teściów z wizytą wpadła babcia i wujostwo i spędziliśmy razem całe popołudnie. Wieczorem Franek spotkał się ze swoim kolegą. Z kolei w sobotę ja byłam umówiona na pogaduchy z hiszpańską Anią. Udało nam się wreszcie po półtora roku zobaczyć :)
Wczoraj mieliśmy znowu rodzinny czas - odwiedziliśmy Ulubionego Kuzyna Franka i jego rodzinę. Trochę sobie tam posiedzieliśmy, a wieczorem pograliśmy z teściami w planszówki. Dziś z kolei odwiedzaliśmy kuzynkę Franka i jej rodzinę :) Kasia ma dwójkę dzieci - czteroletnią córkę i synka, który pod koniec września skończył roczek. Dostaliśmy po nim trzy siatki ciuchów! Większość jest większych, "na później", ale przydadzą się na pewno. Jedna siatka będzie na najbliższe miesiące :) Tyle tych ubrań, że się chyba pogubię :P Ale fajnie, cieszymy się. Mieliśmy też dzisiaj pojechać po ten materacyk do łóżeczka, ale kuzynka oddała nam swój - to znaczy jej dzieci :) - prawie nieużywany! Stwierdziliśmy, że ponieważ nadal nie podjęliśmy żadnej decyzji i wcale nie jesteśmy mądrzejsi co do tego, jaki materac kupić, to ten nam się akurat przyda na początek, a później może będziemy mieli jakieś swoje przemyślenia i doświadczenia, to kupimy. A może ten będzie wystarczający :)
Wieczorem spotkaliśmy się jeszcze z Alą. Miał być jeszcze R. (pamiętacie? mój szef z czasów restauracji), ale nie dał rady się wyrwać. Skończyło się więc na tym, że Franek posiedział z nami przez godzinkę z hakiem i poszedł na spotkanie z kolegami, bo stwierdził, że na pewno mamy jakieś babskie sprawy do omówienia. Kiedy zadzwonił po trzech godzinach, to nie mógł uwierzyć, że nadal siedzimy w tej samej knajpce, że nic więcej nie zamówiłyśmy i tak po prostu gadamy. Facetom to się chyba w głowie nie mieści :)
Jutro będziemy wyjeżdżać już koło południa, ale jeszcze rano pojedziemy na szybko do brata Franka - na święta byli u bratowej, wrócili dopiero dziś popołudniu, więc wpadniemy do nich jeszcze na godzinkę. I tym sposobem "zaliczymy" prawie wszystkich - po raz ostatni w okrojonym składzie. Nie udało mi się właściwie tylko z Juską zobaczyć, bo ona z kolei z Miasteczka przyjechała dopiero wczoraj wieczorem i już po prostu zabrakło czasu. Ale ogólnie jesteśmy zadowoleni, że udało nam się praktycznie ze wszystkimi zobaczyć i nawet koniec 37go tygodnia ciąży nam w tym nie przeszkodził.
Mam umówioną na jutro wieczorem w Warszawie wizytę kontrolną u lekarza, więc wyjedziemy tak, żeby ze spokojem dojechać i mieć jeszcze zapas. W środę rano z kolei następne KTG. Mam nadzieję, że będzie równie pozytywnie, jak ostatnio. A właśnie, miałam jeszcze napisać jak to było tydzień temu. Ale za dużo mam tych różnych tematów! Nie wyrabiam się z pisaniem :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)