*OGŁOSZENIE*

Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

środa, 23 września 2015

Znowu bez konkretów.

Czy muszę znowu powtarzać, że jak jest u nas Dorota, to zawsze wszystko wygląda inaczej? :) Pewnie nie muszę, bo piszę o tym konsekwentnie od ponad dwóch lat, czyli odkąd się tu przeprowadziliśmy i Dorota nas odwiedza. A więc ostatnie dni oczywiście były inne w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Rutyna ta sama, ale w towarzystwie od razu wszystko było po prostu weselsze :)
Teraz muszę jeszcze jutrzejszy dzień będzie zwykłą codziennością, ale w piątek Franek ma wolne i będę miała wychodne, muszę więc sobie coś wymyślić na ten dzień :) Nie chce mi się już po sklepach łazić, bo ostatnio załatwiłam wszystko, co musiałam. Szkoda, że idzie jesień i że robi się chłodniej (choć podobno ma jeszcze być bardzo ciepło), bo już sobie tak nie posiedzę w parku na ławeczce z książką... Ale coś na pewno sobie wykombinuję!
W sobotę przyjadą do nas mój wujek z dziadziem. Cieszę się, bo w weekend niestety Franek bardzo długo pracuje - aż do 16, więc cały dzień praktycznie siedziałabym sama z Wikingiem, a tak będziemy mieli towarzystwo. Z kolei w następny znowu weekend przyjeżdżają teściowie. Rozpoczął się nam więc ostatnio maraton odwiedzinowy :) Co zresztą znajduje odzwierciedlenie na moim blogu, bo mi się robią zaległości :P Nie ma notek codziennie, a pomysły na nie są, więc teraz muszę nadrabiać. 
Dzisiaj mi się to raczej nie uda, bo niedługo jedziemy z Wikusiem do Warszawy na nasze zajęcia. A napisać muszę o tych zajęciach właśnie, a głównie o zmianie Wikinga i towarzystwie, które tam mamy. O dwóch rocznicach. O trwających dniach idealnych (oby się nie skończyły, zanim zdążę napisać :P) i jeszcze o wielu innych rzeczach. To jest okropne, z jednej strony "czyszczę" archiwum publikując i aktualizując zaległe notki, z drugiej ciągle nowe pomysły mam w głowie. Powiem Wam, że dawno już nie miałam tak płodnego blogowego okresu :) Wróciłam chyba mentalnie do pierwszych trzech lat blogowania. Korzystam, bo pewnie kiedyś to się skończy.
Dziś Wiking bardzo ładnie spał w nocy, zasnął przed 20 zanim mu doczytałam bajkę na dobranoc i nie przebudził się mniej więcej do północy, a wtedy też tylko na moment i z łóżeczka wzięłam go na jedzenie dopiero koło 4tej. Potem spał jeszcze dwie godziny, czyli jak zawsze obudził się o szóstej. Nie chciał już spać i podczas gdy ja jeszcze trochę dosypiałam, on bawił się taką lampką, która rzuca kolorowe cienie na ścianę (gwiazdki, księżyce itp). Ale szybko zapragnął drzemki i już od ósmej śpi, więc teraz siedzę jak na szpilkach, bo na pewno lada moment się obudzi. Dorota przed chwilą pojechała, więc siadałam tylko na chwilę, żeby coś napisać, ale że nie lubię pisać na raty, to nie chciałam brać się za poważniejszy lub bardziej złożony temat ;)


poniedziałek, 21 września 2015

Tak na szybko.

Dzięki Dziewczyny za porcję bardzo miłych słów. Trochę wsparcia, podobnych doświadczeń i pocieszenia - tego mi było na pewno trzeba ;) Nie wiem, jak będzie dalej i może wkrótce znowu się będę Wam żalić, bo nie wiem jak długo potrwa nasze wracanie do dawnej formy, ale na razie jest dobrze, więc nie będę marudzić :)

Weekend bardzo nam się udał! Było dokładnie tak, jak oczekiwałam. To znaczy, że spędziliśmy trochę czasu z moimi rodzicami, ale przede wszystkim udało nam się świętowanie tylko we dwoje. Mieliśmy trochę czasu dla siebie, mogliśmy wyskoczyć tu i tam.. O szczegółach jeszcze napiszę, bo teraz tak tylko na chwilę wpadłam. 

Rodzice pojechali wczoraj o 17 i pewnie dopadłby mnie syndrom przedszkolaka, gdyby nie to, że już godzinę później zawitała do nas Dorota :) Super! Zostanie u nas do środy i bardzo mnie to cieszy. My też mamy swoją rocznicę do świętowania, ale o tym też będzie innym razem. Teraz uciekam, bo Wikuś na razie śpi, a Dorota sama się obsługuje i najpierw pozmywała nam naczynia (tylko czekać aż odezwą się głosy, ze zapraszam gości, żeby mi sprzątali w domu :P spoko, nie pozwoliłam jej, ale i tak to zrobiła) a teraz robi sobie kawę, więc korzystam, ale nie chcę nadużywać cierpliwości naszego gościa :D