*OGŁOSZENIE*
Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)
Ogólnie to mam doła
Masakrycznie głębokiego. A wszystko przez moją głupotę. Kuzwa, puknąć
się tylko w ten durny łeb… Co takiego „mądrego” zrobiłam?? Poszłam do
wróżki
Durna. A tak się zawsze zarzekałam, że nie pójdę. Że nie wierzę w to i
w ogóle zawsze mówiłam, że nie pójdę, bo boję się, że powie mi coś
złego a ja w to uwierzę i przez to się sprawdzi… I kurde poszłam. No po
cholerę?? Teraz mam strasznego doła. Naprawdę. Po prostu powiedziała mi
nie to, co chciałam usłyszeć. Bo oczywiście chciałam usłyszeć, że z
Frankiem będziemy żyć długo i szczęśliwie… A ona mi na wstępie
powiedziała: „Mężczyzni, sprawy uczuciowe – byk, waga, koziorożec – tym
panom już podziękujemy. To jest taka sprawa, że fajnie się zaczyna, ale
głupio kończy. To taki związek na rok, dwa. Potem jest tak, ze może
nawet i zaręczyny, a po nich się wszystko wali”
Franek jest wagą. I kuźwa dlaczego ja mam doła, przecież w takie rzeczy się nie wierzy
Na razie nie mam siły więcej pisać. Może się później odezwę.
Poszłam
dzisiaj do lekarza, do dermatologa. Zbierałam się już od kilku miesięcy
i w końcu się wybrałam. Od razu zaciągnęłam Franka, na twarzy pojawił
mu się jakiś dziwny pieg, więc stwierdziłam, ze możemy razem się
przejść. Jeśli o mnie chodzi był to nie lada wyczyn, bo ja się strasznie
boję lekarzy. Wszystkich. Nie wiem dlaczego, jakiś uraz mam czy co.
Zawsze się boję, ze na mnie nakrzyczą. Czekaliśmy jakieś czterdzieści
minut i wreszcie nadeszła moja kolej. Miałam motyle w brzuchu ze
strachu, aż się Franek ze mnie śmiał. No ale to naprawdę było silniejsze
ode mnie. Weszłam do gabinetu, babka zaczęła spisywać wszystkie moje
dane i takie tam i nagle zaczęła mnie wypytywać o moje studia. Czy
ciężko było się dostać, na czym polegały egzaminy, czy lubiłam studia
licencjackie i tak dalej. Byłam zaskoczona, tym bardziej, że Dorota
kiedyś była u tej babki i jak się jej pytałam czy jest sympatyczna,
mówiła, że taka normalna, tylko strasznie oficjalna… No cóż, to mi
raczej na spoufalanie się wyglądało
A potem babka spytała, czy nie udzielam korepetycji! Zatkało mnie
trochę, no bo kurczę, w końcu to ja tu mam sprawę do niej a nie na
odwrót
Powiedziałam, że nie mam czasu. No to ona dalej – czy mogę jej kogoś
polecić. Powiedziałam, że zapytam. W końcu zainteresowała się z czym do
niej przyszłam… A na sam koniec powiedziałam jej, że podam jej numer
koleżance, albo… sama się odezwę w ramach wyjątku. Zastanowię się
No i co, idzie człowiek do lekarza, a tu mu robotę proponują hihi.