*OGŁOSZENIE*

Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

piątek, 19 września 2008

Durna, durna, durna :(

Ogólnie to mam doła :( Masakrycznie głębokiego. A wszystko przez moją głupotę. Kuzwa, puknąć się tylko w ten durny łeb… Co takiego „mądrego” zrobiłam?? Poszłam do wróżki :( Durna. A tak się zawsze zarzekałam, że nie pójdę. Że nie wierzę w to i w ogóle zawsze mówiłam, że nie pójdę, bo boję się, że powie mi coś złego a ja w to uwierzę i przez to się sprawdzi… I kurde poszłam. No po cholerę?? Teraz mam strasznego doła. Naprawdę. Po prostu powiedziała mi nie to, co chciałam usłyszeć. Bo oczywiście chciałam usłyszeć, że z Frankiem będziemy żyć długo i szczęśliwie… A ona mi na wstępie powiedziała: „Mężczyzni, sprawy uczuciowe – byk, waga, koziorożec – tym panom już podziękujemy. To jest taka sprawa, że fajnie się zaczyna, ale głupio kończy. To taki związek na rok, dwa. Potem jest tak, ze może nawet i zaręczyny, a po nich się wszystko wali”
Franek jest wagą. I kuźwa dlaczego ja mam doła, przecież w takie rzeczy się nie wierzy :(
Na razie nie mam siły więcej pisać. Może się później odezwę.

wtorek, 16 września 2008

Przychodzi baba do lekarza...

Poszłam dzisiaj do lekarza, do dermatologa. Zbierałam się już od kilku miesięcy i w końcu się wybrałam. Od razu zaciągnęłam Franka, na twarzy pojawił mu się jakiś dziwny pieg, więc stwierdziłam, ze możemy razem się przejść. Jeśli o mnie chodzi był to nie lada wyczyn, bo ja się strasznie boję lekarzy. Wszystkich. Nie wiem dlaczego, jakiś uraz mam czy co. Zawsze się boję, ze na mnie nakrzyczą. Czekaliśmy jakieś czterdzieści minut i wreszcie nadeszła moja kolej. Miałam motyle w brzuchu ze strachu, aż się Franek ze mnie śmiał. No ale to naprawdę było silniejsze ode mnie. Weszłam do gabinetu, babka zaczęła spisywać wszystkie moje dane i takie tam i nagle zaczęła mnie wypytywać o moje studia. Czy ciężko było się dostać, na czym polegały egzaminy, czy lubiłam studia licencjackie i tak dalej. Byłam zaskoczona, tym bardziej, że Dorota kiedyś była u tej babki i jak się jej pytałam czy jest sympatyczna, mówiła, że taka normalna, tylko strasznie oficjalna… No cóż, to mi raczej na spoufalanie się wyglądało :) A potem babka spytała, czy nie udzielam korepetycji! Zatkało mnie trochę, no bo kurczę, w końcu to ja tu mam sprawę do niej a nie na odwrót :) Powiedziałam, że nie mam czasu. No to ona dalej – czy mogę jej kogoś polecić. Powiedziałam, że zapytam. W końcu zainteresowała się z czym do niej przyszłam… A na sam koniec powiedziałam jej, że podam jej numer koleżance, albo… sama się odezwę w ramach wyjątku. Zastanowię się :) No i co, idzie człowiek do lekarza, a tu mu robotę proponują hihi.