*OGŁOSZENIE*
Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)
Oto jak Franek przepytuje mnie ze słówek:
- Frenar
- Yyy, nie pamiętam
- No jak jedziesz samochodem to to robisz
- Prowadzę?
- Nie, no jedziesz, jedziesz i nagle Ci jakis idiota ładuje się przed maskę, co robisz?
- … yy przeklinam
- Nie
- Ochrzaniam go?
- Nie no, hamujesz! Frenar to hamować
- Desgastar
- ….
- Jak idziesz do kibelka..
- Spuszczać
- Nie, daj mi dokończyć! Jak idziesz do kibelka to co robisz?
- Siku.
- Ale jak robisz to drugie to potem co robisz?… Z papierem?
- Używam
- No blisko no i jak tak wszyscy używają i używają to co?
- To trzeba zacząć wydzielać…
- Ehhh, no ale jak już się skończy to co?
- To idę do Biedronki po nowy.
- (poirytowany) No dobra, ale jak go tak wszyscy używają to co się z nim dzieje?
- No kończy się.
- No to co to znaczy desgastar?
- Kończyć się?
- Nie, zużywać!
- Fracasar
- Zaliczyć porażkę, nie udać się.
- Nie
- Jak to nie???
- Nie zaliczam, tu jest napisane „nie powieść się”
- To jest to samo!
- Nie zaliczam. Jestem służbistą.
- Arrodillarse. Podpowiedź: robisz to jak chcesz włączyć lampkę.
- Zapalać?
- Nie.
- Włączać? Wtykać?
- Nie. Klękać.
- ???
- No żeby włączyć do kontaktu musisz klęknąć i wleźć pod stół.
To
tylko próbka jego umiejętności pedagogiczno-metodycznych. Trzeba było
go widzieć jak demonstruje mi słówka reventar, encoger, resbalar (pękać,
kurczyć się, pośliząć się). Na półsiedząco, bo plecy nadal go bolą.
Gwarantuję Wam skuteczność metody, jak słyszę „Pudrirse” od razu mam
przed oczami Franka usiłującego pokazać znudzenie i gnicie
Franek mnie wziął na litość. A konkretnie na chorobę
Zadzwonił w niedzielę (miał być w pracy), żebym przyszła do niego.
Powiedziałam, żeby on przyszedł do mnie. A tu się okazało, że on
unieruchomiony, bo coś mu w plecach strzeliło, jak się schylał w pracy
po 30 kg mięcha i ledwo się rusza. Odpowiedziałam, że się zastanowię.
Wstąpiłam do niego po drodze do kościoła. Posiedziałam trochę, żeby
stwierdzić, czy nie zmyśla. Ale nie zmyślał, wyglądało, że naprawdę go
boli. Prosił mnie, żebym przyszła jeszcze później, ale odmówiłam.
Jeszcze mi nie przeszło. W ogóle mało się do niego odzywałam, wzięłam ze
sobą testy z hiszpańskiego i się uczyłam. Wczoraj dzwonił do mnie od
rana i strasznie mi słodził. Był milutki jak nigdy. Uświadomiłam go, że
nadal jestem zła i że czekam na przeprosiny. No to mnie przeprosił
:) Cały czas się łasił i namawiał mnie, żebym przyszła do niego po pracy.
W końcu zadzwoniłam po 18 i powiedziałam łaskawie: „Przyjdę do Ciebie
na chwilę i będziesz mógł mnie przepytać ze słówek”
No nie miał wyjścia, zgodził się. Przepytywał mnie ze dwie godziny. A
ponieważ nadal był bardzo miły i cały czas miałczał, jak to się mało
widzieliśmy, że on tak czekał na mnie aż ja przyjdę i żebym jeszcze nie
wychodziła, że stwierdziłam, że ewentualnie mogę zawiesić karę 