*OGŁOSZENIE*

Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

niedziela, 25 października 2009

Dzień po...

Wczoraj rano mój wewnętrzny budzik kazał otworzyć mi jedno oko. Po sekundzie otworzyłam drugie i w panice szukałam telefonu, żeby sprawdzić, która godzina. Coś mi się zdawało, że już późna. Zastanawiałam się, dlaczego do jasnej ciasnej telefon nie leży tam, gdzie ZAWSZE go zostawiam – tuż przy łóżku i dlaczego do jasnej ciasnej tak mnie boli głowa.
Po chwili telefon się znalazł, zgodnie z moimi przypuszczeniami była 6:05 czyli najwyższa pora wstawać do pracy! Zerwałam się, zapaliłam lampkę (cały czas po głowie tłukła mi się myśl, dlaczego ta łepetyna taka ciężka??) i… zobaczyłam że zaplątałam się w ręcznik, który to przeważnie biorę sobie do łóżeczka kiedy więcej sobie wypiję – tak na wszelki wypadek, w razie gdyby się okazało, że żołądek nie wytrzymał dawki alkoholowej ;)) Dopiero wtedy sobie wszystko przypomniałam.
I dotarło do mnie, że jest sobota, więc nie muszę nigdzie iść. Ale przypomniałam sobie też, że napisałam jakąś notkę, tylko za nic nie mogłam skojarzyć, co ja za głupoty tam napisałam :) Szybko włączyłam kompa, bo pomyślałam sobie, że może nikt tego nie przeczytał, więc zdążę skasować. Ale przeczytałam i stwierdziłam, że strasznych rzeczy tam nie ma. Wyłączyłam komputra, wypiłam pół butelki wody i poszłam spać aż do… ósmej :)
Wstałam już w miarę rześka, wybyłam na miasto, zrobiłam porządne zakupy jedzeniowo-ciuchowe, załatwiłam parę rzeczy w dziekanacie, zaliczyłam bibliotekę uniwersytecką, ugotowałam zupę i napisałam dwie strony magisterki. A wieczorem pojechałam do znajomych. Tym razem raczyłam się herbatką, mimo, że do dyspozycji miałam cały barek :) Ale przesadzać nie lubię :)
Jakby wszyscy miewali takiego kaca jak ja wczoraj, to cały świat musiałby się leczyć z alkoholizmu chyba ;)

sobota, 24 października 2009

Jest piątek...

…tygodnia koniec i początek…
W związku z tym, że dziś jest ten zajefajny piątek, posłam sobie do Doroty i Juski na relaks. Miałyśmy się napić tego i owego i pogadać trochę. Ale że Juskę robolał żołądek, skończyło się na tym, że piłam tylko ja i Dorotka. Dorotka wypiła sobie Skiego:) a ja wypiłam sobie Igriskoje, czy jak mu tam, czylli jednym słowem miałam ochotę na szampana. I wyobraźcie sobie, że dzisiejszego wieczoru obaliłam całego ruskiego szampana. Sama. I fajnie mi z tym. Tyle tylko że za wiele więcej nie dam rady napisać, bo spać mi się trochę chce :) Ale wniosek taki mi się nasuwa, że czasami warto tak sobie wyjść i odmóżdżyć się na całego :) Ja jestem teraz odmóżdżona i wesolutka. Jedyna potrzeba jaką teraz odczuwam to sen. Więc chyba lepiej będzie dla nas wszystkich jeśli się położę.
Nadmienię jeszcze, że na wszystkie komentarze pod notką wczorajszą absolutnie zobowiązuję się odpowiedzieć. Po prostu teraz trszkę nie jestem w stanie :) Jeśli komentarze te już czytałyście, znaczy się, że śpicie dłużej niż Margolka na kacu :)
Ale jakby nie było, chyba najważniejsze, że jest mi dobrze :) I mogłabym tak sobie trwać do końca świata i jeden dzień dłużej :)
Tak oto mniej więcej brzmi pijana Margolka :)