*OGŁOSZENIE*

Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

poniedziałek, 22 lutego 2010

Pomysłowy Franek

(…) Od zakochanych można się uczyć miłych słów:
moja różo, moja cebulko, mój ty szczypiorku zielony.
Zakochani mówią tak, jakby się uczyli tylko botaniki,
a zagniewani– jakby się uczyli tylko zoologii,
bo mówią: ty ośle, baranie, ty foko,ty byku.
Najlepsi nauczyciele – to zakochani.
(ks. J. Twardowski – „Zakochani”)

Kiedy wcześniej byłam w dwóch, dość poważnych związkach, dla moich facetów byłam zawsze Misiem. Od czasu do czasu Kotkiem. Ale przeważnie jednak zwracali się do mnie „Misiu”. Franek w życiu tak do mnie nie powiedział. I całe szczęście :) Bo Misiów mam serdecznie dość.
Franuś jest bardziej oryginalny, bo oprócz tego, że od czasu do czasu wyrwie mu się: „Cześć Kotek” (nie Kotku, tylko Kotek właśnie), to ze zwierzyńca woli inne osobniki. Często jestem Rybą (ewentualnie Rybką, jak zasłużę), Małpką, Szczeniaczkiem, Robaczkiem, Myszką, Prosiaczkiem i Pędraczkiem. Kiedyś zdarzył się jakiś Pingwinek, czy inny Krokodylek.

 Kiedy odbieram telefon, nigdy nie wiem, czy usłyszę: „Cześć Słońce”, „Witam mojego Kurczaczka” czy może „Dzień Dobry Najpiękniejsza Świnko Świata”. Przyznać muszę, że Franek jest wyjątkowo pomysłowy jeśli chodzi o wymyślanie określeń dla mnie. Pewnego dnia zaczęłam sobie wszystko spisywać, lista jest już całkiem długa i wcale nie skończona, bo co rusz Franek wymyśla nową Pyzię albo Śnieżniczkę (połączenie Śnieżynki z Księżniczką).

Najczęściej jednak inspirację czerpie, jak na kucharza przystało, ze sztuki kulinarnej :) (Strach pomyśleć co teraz będzie jak zmieni pracę – klockiem hamulcowym to ja nie chcę być:)) I tak oto  zwracał się już do mnie: Śliwko, Fryteczko, Szpinaczku, Pierniczku, Parówko, Truskawko, Koktajliku, Papryczko, Pyrko (dla nie-Poznaniaków – Pyra, to ziemniak :)), Pierożku no i zdarzyło się nawet „Żołądeczku” :).
Ale najbardziej lubię jak mówi do mnie Klusko, Kluseczko lub Klusaku. Bynajmniej nie chodzi o to, że mam za dużo ciała, bo Franek twierdzi, że wręcz powinnam przytyć i „Szkieletorku” też kiedyś usłyszałam :) Tak jakoś mu to przypasowało a i ja lubię te Kluski, bo brzmią tak miękko :) A jak jestem niegrzeczna to słyszę: „Głupia Klucha” :)

Czasami jednak zdarza się, że Franuś używa słów z innych kategorii: Aniołku, Smerfnusiu, Słoneczko, Perełko. No i Piękna też bywam :) Oczywiście bywa też tradycyjny i wymknie mu się czasem Kochanie lub Skarbie. W towarzystwie natomiast zawsze używa mojego imienia w jednej tylko formie: „Małgosiu”, co mi bardzo odpowiada, bo nie lubię słodzenia przy ludziach :)
No cóż, ja ze swoim Frankiem, Franusiem i Franiem, przy jego licznych określeniach, wymiękam :) No i oczywiście od czasu do czasu wyrwie mi się „Łukasz”, ale wtedy to nawet on się dziwi :)

sobota, 20 lutego 2010

Niezdecydowana

Hmmm, chyba ostatnio trochę przesadzam z tymi notkami co? :) Nie wydaje Wam się? Ale jakoś tak mi się ostatnio chce :) Zresztą ostrzegałam, że jak już napiszę pracę, to się będę musiała tutaj wyżywać piśmienniczo :) Jeszcze tylko będę musiała wrzucić zaległe recenzje na mój drugi blog :)

W każdym razie chciałam powiedzieć, że wczoraj o godzinie 16 pożegnałam wszelkie smutki :) Gryzło mnie to tak, dusiło, więc postanowiłam udać się z tym problemem do źródła, czyli do Doroty. Powiedziałam, co mi leży na wątrobie i podzieliłam się swoimi obawami. Dorota powiedziała mi to, co potrzebowałam usłyszeć. Była przy tym bardzo serdeczna i utwierdziła mnie tylko w przekonaniu, że niezależnie od wszystkiego mogę na nią liczyć i że jednak jest to ktoś bliski w moim życiu. Franek mówił mi, że tak będzie. W końcu zna Dorotę tak długo jak mnie :) Ale ja się musiałam przekonać, już taka jestem, że muszę wszystkie niedopowiedzenia wyjaśnić, nawet takie, które sobie sama wymyśliłam :) Ale najważniejsze, że naprawdę poczułam się, jakby kamień spadł mi z serca. A potem dostałam smsa: „Kocham cię strasznie mocno!” :) I to nie od Franka, tylko od Doroty właśnie :) My się kochamy od naszej pierwszej lekcji angielskiego.

A wczoraj obeszło się bez przygód. Dojechałam punktualnie. Szok. Takie rzeczy się nie zdarzają w PKP na co dzień :) Jestem więc dzisiaj już w Miasteczku i szykujemy się na imprezę z okazji 25tej rocznicy ślubu moich rodziców :)
A na koniec powiem Wam, że strasznie niezdecydowana kobita ze mnie. Do Franka zadzwonili wczoraj z Zielonej Firmy. We wtorek ma przyjść podpisać umowę i dobrać sobie mundur:
M: Myślałam, że będą szyli na miarę. Będą mieli taki na ciebie?
F: No a dlaczego nie?
M: A bo taki chudy jesteś..
F: Ja chudy? Ostatnio przecież przytyłem, ważę już prawie 75kg
M: No właśnie, za duży brzuchol ci się zrobił. Taki grubas z ciebie trochę
F: Hmm, no to jaki jestem w końcu?
 
Ps. Bo chyba nie wszyscy dobrze zrozumieli – to był żart! :)