*OGŁOSZENIE*

Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

czwartek, 6 września 2012

Będą świadczyć!

Franek w zasadzie od początku założył, że świadkiem na jego ślubie będzie jego brat. I tak zostało. Pomijam już fakt, że przez chwilę chciał się rozmyślić ze względu na różne - określmy to - rodzinne komplikacje i rozważał poproszenie kolegi o świadkowanie, ale ostatecznie pozostał przy pierwszej decyzji.

Ja natomiast od razu miałam trzy kandydatki. W pierwszej chwili myślałam, że będę musiała poprosić o świadkowanie moją siostrę "bo tak wypada". To znaczy, ja wcale tak nie uważałam, ale obawiałam się, że inni będą tak uważać :) Łącznie z moją siostrą. A tymczasem ona mi jakoś do tej funkcji nie pasowała. Poza tym, bardzo chciałam, żeby śpiewała na naszym ślubie, a tego nie dałoby się połączyć. Ale zbyt długo się nie musiałam zastanawiać, bo dokładnie w dniu kiedy ustaliliśmy datę ślubu siostra zadzwoniła do mnie i powiedziała: "Ale wiesz, gdybyś chciała na świadka wziąć jakąś swoją koleżankę, to ja się wcale nie obrażę... ja się chyba nie nadaję" :) Podtekst był taki, że ona świadkową wcale nie chce być, ale wolała to powiedzieć delikatnie, w razie gdybym to ja się oburzyła, że jak to? siostra i nie będzie świadkową? :) A tu się okazało, że obie kombinujemy tak samo :)

Zostały mi jeszcze dwie kandydatki. To znaczy, ja od razu powiedziałam, że najbardziej pasuje mi Juska! No widziałam ją po prostu jako świadkową i już! Ale została jeszcze Dorota... "matka chrzestna naszego związku", jak to czasami określamy, bo przecież Dorota była ze mną, kiedy poznałam Franka, mieszkała ze mną przez cztery lata naszego związku, była z nami w różnych sytuacjach - można powiedzieć, że na dobre i na złe :) I fajnie byłoby, gdyby była świadkiem na naszym ślubie, ale... no też mi jakoś nie pasowała! Jednak to najpierw do niej zwróciłam się z zapytaniem, czy się nie pogniewa, gdybym nie poprosiła jej o świadkowanie. A ona... się ucieszyła! :) Powiedziała, że się nie nadaje, nie chce, nie lubi i że Juska się na pewno zgodzi, bo idealnie pasuje!
Byłam tego samego zdania. Juska zrestą znała mnie tylko chwikę krócej od Doroty - bo Dorota to była pierwsza osoba, którą poznałam w liceum - stałyśmy z całym tłumem "nowych" pod klasą, a ona do mnie podeszła, przedstawiła się i zapytała, czy będziemy razem siedzieć na angielskim :P (Wiedziała co robi, bo potem ja robiłam za nią zadania domowe, a ona mnie budziła, gdy przychodziła na mnie kolej, żeby przeczytać czytankę :D) A Juskę poznałam jakieś cztery godziny później, gdy razem z trzema innymi nowymi koleżankami z klasy wracałyśmy po WFie do domu w tym samym kierunku :) Franka natomiast Juska poznała jakieś półtora miesiąca po mnie, kiedy odwiedziła nas z Poznaniu (bo w tym czasie mieszkała w Opolu) i od razu powiedziała, że on jest wpatrzony we mnie jak w obrazek i świata poza mną nie widzi :) Zresztą pamiętam że to właśnie podczas tamtej wizyty ponad sześć lat temu, na wieczornej imprezie obiecałam dziewczynom, że zaproszę je na wesele :)

No, ale odbiegłam trochę od tematu. Juska faktycznie się zgodziła. Była nieco zaskoczona, ale ucieszyła się :) I ja też, bo wyobrażałam sobie, że świadkowa musi być zaangażowana, z inicjatywą, pomysłowa a przede wszystkim otwarta i bezpośrednia, żeby nie miała w razie czego problemu, żeby z obcymi dla siebie ludźmi pogadać. No i jeszcze musi to być osoba, którą będę mogła poprosić bez skrępowania o pomoc. I Juska właśnie taka jest! Nadaje się idealnie!
Chociaż przyznam, że nie spodziewałam się, że aż tak się w to zaangażuje :) A ona sobie nawet listę zrobiła, co powinna robić jako świadkowa (poczytała to i owo) i co powinna ze sobą mieć :P Już zaczęła kompletować jakieś tam plastry, czy tabletki przeciwbólowe dla mnie. Inna sprawa, że z racji swojego zawodu, talentu i hobby, przygotowywała nam zaproszenia i winietki. To już było poza zakresem jej obowiązków, podobnie jak dekoracja sali, ale ona to lubi :)
Ale podkreślić muszę, że Juska nie jest taka, ponieważ jest moją świadkową, a raczej jest moją świadkową, ponieważ taka właśnie jest :)
No i wszyscy są zadowoleni :) Ja, bo mam świadkową, jak się patrzy, no i siostra będzie mogła śpiewać :), Juska, bo się dobrze czuje w tej roli, siostra, bo ma spokój :) A najszczęśliwsza to jest chyba Dorota! :) Często mi powtarzała, że cieszy się, bo nie lubi niczego załatwiać i nie nadaje się do pełnienia "zaszczytnych funkcji". A ostatnio na panieńskim, jak już się wesoło zrobiło o mówiła mi, jak bardzo mnie kocha, to wyznała też (a w zasadzie wyznawała przez cały wieczór), że ma wyrzuty sumienia, że się tak nie angażuje, ale że ona po prostu taka już jest i że jest mi bardzo wdzięczna, że jej na tą świadkową nie wybrałam i takie tam :) A dodała jeszcze, że wszystko mi wynagrodzi, jak już będę miała dzieci - będzie z nimi ćwiczyć i chodzić z nimi na basen i nauczy je pływać i będzie z nimi grała w piłkę i będzie najlepszą ciocią :)
A ja znam ją na tyle, żeby wiedzieć, że jej brak zaangażowania nie wynika z braku zainteresowania a po prostu taka już jest:) Przecież wiem, że się cieszy i nie może się doczekać tego wesela. To mi wystarczy, zwłaszcza, że pewnie będzie rozkręcać imprezę. A poza tym wiem też, że właśnie do roli cioci nadaje się świetnie, więc na nią jeszcze przyjdzie czas :D
A tak w ogóle, to przecież i tak wszystkie będą świadkami naszego ślubu :D

I tylko jedna moja ciocia lekko się obruszyła, że to nie siostra będzie świadkować :) Ale już się z tym oswoiła. A mnie takie konwenanse denerwują. Gdzie to jest napisane, że rodzeństwo ma świadkować? :) Chyba lepiej, żeby rolę tę pełniła osoba, której sprawi to przyjemność i która dodatkowo mi pomoże, niż ktoś kto czułby się nie na swoim miejscu i niewiele byłoby z niego pożytku jako świadka :) My organizujemy swoje wesele po swojemu. Jesteśmy w dużej mierze tradycjonalistami, więc jest tradycyjnie, ale z drugiej strony, jak nam się coś nie podoba, to tego nie robimy :)

***
Zadzwonił dzisiaj do mnie Finansowy i powiedział, że ze względu na moją "szczególną sytuację" :P mam sobie wpisać zamówienie na kilkanaście butelek wina :)

***
Prognozy pogody na przyszły tydzień są naprawdę obiecujące :)) Oby tak dalej!

***

Franek dzisiaj rzucił tekstem: coraz mniej dni do wesela, a Ty codziennie jesteś ładniejsza.
No tak, po ślubie pewnie się skończą te komplementy :D

***
Czekając dzisiaj na przystanku na autobus zobaczyłam parę młodą, która robiła sobie zdjęcia w plenerze. Ludzie zwracali na nich uwagę, przyglądali się im. Jedna dziewczyna obok mnie powiedziała do chłopaka z którym była: "ciekawe kiedy ja będę w takiej sukni chodzić?..." A ja miałam ochotę krzyczeć: a ja już prawie za tydzień! Halo, niedługo jaaa!! :D

środa, 5 września 2012

Odliczanie: 10!

No! Nareszcie trochę luzu. Ja tu ślub mam za parę dni, mnóstwo pomysłów na notki, panieński do opisania a w pracy mi głowę pracą załatwiają zupełnie, jakby to był początek miesiąca jak każdy :P

Ale dzisiaj jakby się lekko zluzowało, więc wreszcie mogę coś napisać. Przy okazji przepraszam bardzo za milczenie u Was! Zaglądam wyrywkowo, ale już bez komentarza zazwyczaj niestety :(

A tymczasem... Dziesięć dni zostało tylko do ślubu! Raptem pięć pracujących :) I tak sobie myślę, że my już mamy praktycznie wszystko załatwione! Powoli, systematycznie i jest. Oczywiście trzeba jeszcze coś odebrać, gdzieś zadzwonić, coś przemyśleć, ale w większości są to kwestie, z którymi i tak trzeba poczekać.


Jutro odbieramy prezenty dla rodziców i dziadków, które damy na weselu w podziękowaniu a także naklejki i pudełka na ciastka oraz ozdoby na wódkę. Później moja mama dzwoni do swojej koleżanki, która nam te ciastka będzie piekła. W tym tygodniu zamówimy też alkohol - wódkę w hurtowni (kolejna znajoma zaangażowana w nasze wesele - sąsiadka, która jest udziałowcem, a więc będzie trochę taniej:)) a wino oczywiście u mnie w pracy. Będzie jeszcze piwo, bo mamy gości, którzy niczego innego nie piją.


W sobotę jedziemy do Miasteczka, gdzie mam umówioną ponowną wizytę u koleżanki-kosmetyczki na oczyszczanie. A potem do fryzjera :) Próbne czesanie będzie. W tym samym czasie siostra ma drugą próbę śpiewania u organisty. Taniec się ćwiczy :) Sala się udekoruje :P Rękami kwiaciarki, Juski i jej mamy oraz kelnerów. Balony nadmucha Karolina, na wódkę naklei nalepki - już się umówiłyśmy :)) Moje koleżanki sobie za moimi plecami knują i ustalają kto jaki prezent nam kupi.


Przypuszczam, ze do poniedziałku odbierzemy winietki na stół i dopracujemy ostatecznie usadzenie gości*. We wtorek odbieram suknię ślubną. W środę po południu jedziemy do Miasteczka, a że chcę się załapać na spowiedź w Poznaniu, to pewnie właśnie tego dnia załatwię drugą spowiedź przedślubną :) W czwartek jesteśmy jeszcze umówieni z zespołem oraz kamerzystą, żeby omówić szczegóły. No i z księdzem :)


I tyle :P Jak widzicie nadal spokój! Zachodzę w głowę, czym się tak przejmują panny młode (zazwyczaj one) na kilka tygodni a później dni przed ślubem??? Myślałam, że się dowiem tak na tydzień przed, ale jakoś się na to nie zanosi, bo przecież wszystko jest pod kontrolą. Nie wątpię, że stres przyjdzie, ale to będzie raczej takie podekscytowanie w postaci motyli w brzuchu ze względu na to, co się za chwile stanie, a nie panika i gorączka przygotowań. Pamiętam jak czytałam u niektórych osób na kilka miesięcy czy tygodni przed ich ślubem, że mają już tego wszystkiego dość i że niech się to wszystko już skończy :P Zastanawiałam się, kiedy mnie to dopadnie - a teraz w ogóle nie widzę powodu, żeby miałoby dopaść :) Dobrze jest jednym słowem! Wszystkie guziki już są, równiutkie, wypolerowane i teraz tylko zapinamy je po kolei :)

A! Zapomniałam o jeszcze jednym - w poniedziałek wpłaciliśmy zaliczkę na podróż poślubną :) 21 października lecimy na Wyspy Kanaryjskie - Fuerteventura :)) (Madera podobno ma już jednak kapryśną pogodę o tej porze roku, więc odpuściliśmy)

*Wiem, że czasami winietki niektórych dziwią, więc od razu wyjaśnię, że u nas nie wchodziło w grę inne rozwiązanie. Nie chcemy, żeby nasi goście siedzieli przypadkowo. Prawie na wszystkich weselach, na których byłam, goście byli usadzeni, a gdy tego zabrakło, to początek uroczystości był chaotyczny i zwyczajnie niefajny. Goście zamiast śpiewać młodej parze "Sto lat" biegli zajmować stoliki a i tak zazwyczaj ktoś zostawał na lodzie. Po prostu trzeba usadzić ludzi mądrze, a wszyscy będą zadowoleni :) U nas będzie tak, że stoły będą w kształcie litery U, tyle, że z jedną przerwą. My będziemy oczywiście u szczytu :) Przy stołach po naszej prawej stronie będzie rodzeństwo i kuzynostwo, po lewej - znajomi. Zaraz za kuzynostwem jest mała przerwa (żeby łatwiej było przechodzić) i tam będą siedzieć rodzice, wujostwo i dzadostwo :P - w skrócie rzecz ujmując wszyscy goście po czterdziestce ;)
Na początku myśleliśmy, że ci ostatni będą siedzieć po naszej lewej, ale rodzice powiedzieli nam, że mamy sobie wziąć znajomych, to będzie weselej - a nam to pasowało, jak najbardziej :) Wiem, że różne są tradycje - koło młodych siedzą często rodzice, świadkowie albo rodzeństwo, ale u nas będzie bez tradycji :P Najważniejsze żeby ludzie siedzieli w swoim towarzystwie.