*OGŁOSZENIE*
Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)
Jak ja lubię takie weekendy kiedy nic nie muszę robić, załatwiać żadnych spraw, nigdzie jechać (no chyba że do domu
), słowem, kiedy nie mam żadnych planów
Franek był w pracy, więc weekend spędziłam czytając nad Wartą i
korzystając ze słońca. A wieczorami drinkowałyśmy. Co prawda nie do
końca wyszło tak jak planowałyśmy, bo z Justyną napiłyśmy się trochę w
piątek a kontynuacja miała być w sobotę po powrocie Doroty. Ale jakoś
wczoraj dziewczyny przymulone były. Ale tak to już jest, że jeśli chodzi
o picie, to najlepsze są spontany.Wypiłyśmy parę drinków, od malibu z
mlekiem, przez gorzką żołądkową z sokiem grejpfrutowym (btw malibu z
grejpfrutem też całkiem niezłe
)
po malinówkę domowej roboty. Ale efektu betonu nie było i w miarę
trzeźwe poszłyśmy spać. A szkoda. Nawet naszła mnie ochota na jakąś
imprezę na mieście, ale nie miałam z kim. Nawet do Franka zadzwoniłam i
mu się nie chciało. Raz na rok zachce mi się iść do klubu i nie ma z kim
no! No cóż, trudno. Ale nie narzekam, bo przynajmniej niedzieli nie
miałam wyjętej z życiorysu
I mogłam znowu nad Wartą posiedzieć. Wiem, ze wszyscy narzekają na
upały, ale ja nie! Ja się mogłam nareszcie powygrzewać na słoneczku i
wyrównać trochę opaleniznę. Za to teraz zdycham. Strasznie mi gorąco,
mimo że siedzę w mojej leciutkiej satynowej piżamce. To chyba od
komputera tak grzeje, więc będę kończyć
A tak na zakończenie zostawię fotkę z wesela
Margolka i Franuś w prawie całej okazałości. Naszymi pięknymi pyszczkami nie będę się chwalić
Ech wybili mnie z rytmu
Siedzę w pracy u R. a tu nagle wpada cała banda – z R. na czele. A za
nim Ala, brat i bratanica R. Jadą na wakacje nad morze a po drodze
wstąpili do firmy… sama nie wiem po co, żeby zrobić zamieszanie chyba
Powygłupialiśmy się trochę i pojechali, ale teraz nie pamiętam co
robiłam zanim weszli, więc stwierdziłam, że może jakąś notkę wykombinuję
Wczoraj
pojechała mama. Bo miała jeszcze trochę urlopu, więc przyjechała do
mnie we wtorek. Połaziłyśmy po sklepach trochę, poszłyśmy do kina i
takie tam. A w środę, z racji tego, że ja musiałam iść do pracy, Franek
zajął się moją mamą. Wziął ją nad Maltę, na Stary Rynek i gdzieś tam
jeszcze. W każdym razie aż się mamie pęcherze porobiły na nogach:) A ja
się cieszę, że się dogadują. Że Franek w ogóle sam zaproponował, że
weźmie moją mamę, a mama się bez problemu na to zgodziła – bo to znaczy,
że nie krępują się takiej sytuacji. Dobrze wróży na przyszłość
Jego rodzice wobec mnie też są w porządku. Zwłaszcza tato za mną przepada
Chyba dlatego, że nigdy córki nie miał
Zawsze o mnie pamiętają, pomogą. Na razie się dobrze zapowiada. Franek
nawet stwierdził, że nie wie skąd się bierze to gadanie o złych
teściowych. Ale ja wiem, że różnie to bywa, moja koleżanka z pracy ma
naprawdę poważny problem ze swoją teściową… Oby u mnie było inaczej. W
każdym razie wszyscy radzą, żebyśmy przypadkiem nie zamieszkali po
ślubie z rodzicami – żadnymi. Nasi rodzice zresztą też tak uważają
No, ale jeszcze się tym tak za bardzo nie martwię, bo jak już wspominałam, z kim mieszkać to ja mam
No i właśnie o tym miałam pisać. Dorota przyjechała wczoraj i poszli z Tomkiem na obiad. Obiad się przedłużył, bo wróciła po 21
Z browarkami. Tak na dobry sen wychyliłyśmy po jednym. Na razie wygląda, że jest dobrze. Dzięki za Wasze kciuki
Oby tak dalej. Dzisiaj wyjeżdżają ze wspólnymi znajomymi na jeden
dzień pod namiot. Jutro już Dorota wróci i mam nadzieję, że z
pozytywnymi wieściami.
A
tymczasem dzisiaj przyjeżdża nasza koleżanka z liceum, Justyna. Już
dawno się umawiałyśmy, że nas odwiedzi i we trójkę sobie „zabetonimy”
jak za starych dobrych czasów
Niestety Dorota nas olała, no ale cóż… Można wybaczyć
Może jak w sobotę przyjedzie, będzie miała siłę jeszcze się czegoś napić. A na razie same będziemy musiały sobie poradzić
Dobra, wracam do papierów, bo nie wyjdę stąd dzisiaj i nici będą z betonu