*OGŁOSZENIE*
Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)
Test zrobiłam w niedzielę. Wynik testu okazał się pozytywny.
Ale spokojnie, test został przeprowadzony na Franku, nie na mnie
(Nabrała się któraś? :]]]) No to od początku.
Uwielbiam
hot dogi ze stacji benzynowych. Często jak wiem, że będę tankować,
specjalnie nic nie jem, żeby sobie tego hot doga zjeść. Jak gdzieś
jedziemy w dłuższą podróż to też się zatrzymujemy na konsumpcję. No i
ostatnio, jak planowaliśmy podróż na wesele już od kilku dni się
napaliłam na pomysł, że przed wyjazdem sobie zjemy po cieplutkim,
chrupiącym hot dogu. Ale trochę nie wyszło, bo po pierwsze najedliśmy
się na śniadanie, a po drugie wzięliśmy jeszcze coś do jedzenia na
drogę. Po trzecie, wiadomo było, że na weselu się najemy. Aż taka
pazerna nie jestem, żebym na siłę wciskała w siebie nawet
najsmaczniejsze żarełko:) W każdym razie stwierdziliśmy, że co się
odwlecze, to nie uciecze i hot dogami uraczymy się w drodze powrotnej.
Taki był plan. Z powrotem prowadził Franek, więc przypomniałam mu tylko,
że jak już będziemy pod Poznaniem, żeby zjechał na jakąś stację. Ale
Franek jedną przegapił. Nic nie mówiłam, bo stwierdziłam, że nie jestem
bardzo głodna. Przy drugiej pomyślałam sobie, że nadal głodna nie
jestem, więc jak Franek się zorientuje, to zjemy a jak nie to nie będę
nic mówić. Zauważył, ale odrobinę za późno, żeby zjechać. Ale powiedział,
że zjedzie na następnej. Tak zrobił, ale okazało się, że tam akurat hot
dogów nie ma. Przyjęłam to ze spokojem. Ale jak pięć minut później
zajechaliśmy do domu, stwierdziłam, że jednak jestem głodna
Rozpakowaliśmy się, a ja dalej marudziłam, że jestem głodna. W lodówce
pusto – wyjedliśmy wszystko przed wyjazdem. Franek chciał mi coś tam
przyrządzić z tego co znalazł, ale pogardziłam, bo miałam tak naprawdę
ochotę tylko na tego hot doga. Zapytałam,czy chce mu się iść ze mną na
stację niedaleko osiedla. Nie chciało mu się .No to poszłam się wykąpać.
Była już 22:00, leżałam w łóżku i dalej mu o tym hot dogu smęcę.
W końcu Franek wstał i mówi „Idę!” I zaczął się ubierać. Ale go powstrzymałam, nie będę po nocy jadła przecież
Pewnie ze zmęczenia taka marudna byłam
Ale jakby nie było Franek przeszedł test – jak będę miała zachcianki w
ciąży będę mogła na niego liczyć:) W końcu jeśli już teraz jest w
stanie mi późnym wieczorem pójść po parówkę w bułce, to co dopiero
będzie jak będę w ciąży
A tak nawiasem mówiąc, hotdoga się doczekałam. Franek kupił mi go we wtorek… na śniadanie
Wstał jeszcze przede mną i przyniósł mi potem siateczkę z hot dogiem i kanapeczką
To
było takie prawdziwe wiejskie wesele. To znaczy ja zawsze bywałam tylko
na weselach w miastach, więc trudno mi powiedzieć jak wyglądają wesela
na wsi, ale właśnie tak je sobie wyobrażałam:) Klimat niepowtarzalny,
nie umiem nawet tego opisać. Zabawa była w remizie. A remiza była na
zupełnym odludziu, wokół tylko żyto… Pięknie było, trzeba to przyznać.
Przyznać również trzeba, że pod względem organizacyjnym to było
najlepsze wesele na jakim byłam. Widać było, że się Młodzi postarali.
Miałam wrażenie, że wszystko zostało zapięte na ostatni guzik.
Dopilnowali najmniejszych szczegółów.Pozazdrościć, naprawdę, bo też
chciałabym, żeby do mojego wesela nikt nie mógł się o nic przyczepić
Jadąc
tam baliśmy się z Frankiem, że nie będziemy się dobrze bawić, bo
byliśmy od strony ojca Pana Młodego jedyną rodziną, reszta nie mogła
dojechać. Znaliśmy tylko jego rodzeństwo a cała reszta była nam obca. A
jednak mile się zaskoczyliśmy i bawiliśmy się bardzo dobrze. I
straszliwie się objedliśmy. Jedzenie też było nieco inne niż na
weselach, na których byłam do tej pory. Było bardzo dużo mięsa. Chociaż
to pewnie jest raczej cecha regionu, ale zwróciliśmy na to uwagę, bo u
nas w Pyrlandii jak sama nazwa wskazuje często najważniejszą częścią
dania są ziemniaki i wyroby ziemniakopodobne :), reszta to dodatki. A
tam właściwie mięso podawane było bez niczego. Ogólnie było bardzo
dobre, ale od północy nie byłam w stanie nic więcej w siebie wcisnąć –
ani jedzenia ani picia. Pewnie dzięki temu poszłam spać zupełnie trzeźwa
i nie cierpiałam w ogóle z powodu bólu głowy:) Pogoda również dopisała,
bo zarówno sobota jak i niedziela były słoneczne i ciepłe.Myślę, że
Młodzi mają powody do tego, żeby uznać ten dzień za jak najbardziej
udany. Zabawa trwała do 7:30. A my oraz moi rodzice wyszliśmy jako
pierwsi już po trzeciej. Bawiliśmy się bardzo
dobrze, ale jednak zmęczenie podróżą dało nam się we znaki. A poza tym
musieliśmy wziąć pod uwagę, że w niedzielę czeka nas powrót i trzeba
było się wyspać, zwłaszcza Franek. No cóż, nawet dzieci czteroletnie
były bardziej wytrzymałe od nas
Życzenia Wasze musiały być szczere, bo się wszystkospełniło
Droga była spokojna i bezpieczna.Zabawa świetna. Główki nie bolały.
Nawet Franka, który wypił sporo więcej odemnie, a jednak obudził się
wypoczęty i rześki. Buty w ogóle mnie nie poobcierały,rajstopy miałam w
takim kolorze, że chodziłam z oczkiem nad kolanem i nie byłogo w ogóle
widać. A fryzura się do dziś trzyma – spałamw niej dwie noce a dzisiaj
zaspałam do pracy więc na szybko ją tylko uklepałam i nikt się nie
zorientował
Tak więc widzicie wszystko wyszło perfekcyjnie
Aha, i złapałam welon. Pragnę zwrócić uwagę na fakt, ze był to już drugi raz. Nie ma co, na następnym weselu podczas oczepin uciekam do kibelka!