*OGŁOSZENIE*
Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)
Sylwestra kocham za fajerwerki i szampana. Nowy Rok kocham za podsumowania i nadzieję
Uwielbiam podsumowania, zwłaszcza te na początku roku. W zasadzie
jestem chyba ostatnia, ale od czasu, gdy zaczęłam spędzać Sylwestra
inaczej niż w domu z rodziną, zawsze się z tym spóźniam
Czas mnie goni, ale zawsze chcę się do tego solidnie przygotować
No więc zaczynamy…
Mówiłam, że ten rok będzie dobry? Mówiłam!
I okazało się, że się nie pomyliłam. Rok 2010, w przeciwieństwie do
wcześniejszego, był naprawdę wspaniały. I przełomowy – tak, jak
przewidywałam. Wiele istotnych rzeczy się wydarzyło i w zasadzie mam
problem z wyborem „wydarzenia roku”. Do nagrody w tej kategorii
nominowane są:
1. moja obrona pracy magisterskiej i ukończenie studiów z piątką
2. rozpoczęcie przez Franka pracy w Zielonej Firmie
3. przeprowadzka i zamieszkanie z Frankiem
I prawdę mówiąc chyba nie odważę się wskazać tego jednego,
najważniejszego wydarzenia, bo wszystkie w jakiś sposób się ze sobą
wiążą i jest między nimi jakiś związek przyczynowo-skutkowy. Te trzy
wydarzenia najbardziej zaważyły na moim życiu i były zwiastunem
zakończenia pewnego etapu w życiu oraz rozpoczęcia kolejnego. Dodam, że
są to bardzo pozytywne wydarzenia, które przyniosły wiele radości
(oprócz oczywiście mnóstwa wątpliwości, jak w przypadku przeprowadzki :))
Poza tym rok 2010 obfitował w wiele innych wydarzeń, które mniej lub bardziej wpływały na moje życie:
1. Przede wszystkim jedna z moich porażek roku 2009 zamieniła się w sukces
Bo w lutym otrzymałam informację z Instytutu Cervanteza z Hiszpanii, że egzamin DELE jednak zdałam! Łosie pomyliły się w liczeniu punktów :/
2. Pod koniec kwietnia zrobiłam sobie krótkie wakacje
i poleciałam do moich koleżanek do Irlandii. Spędziłam tam kilka
wspaniałych dni i totalnie się zrelaksowałam. Tak przy okazji – jedna z
tych koleżanek była na święta w Polsce, odwiedziła mnie przed wczoraj i
zaprosiła mnie i Franka – tym razem do Hiszpanii, bo teraz z powrotem
tam stacjonują
3.W maju zaczęłam rozprawiać się z jednym z demonów przeszłości.
Ostatnie starcie miało miejsce 17 grudnia i mogę powiedzieć, że
zwyciężyłam
(szczegóły być może kiedyś…)
4. We wrześniu pojechaliśmy z Frankiem w moje ukochane Tatry… Spędziliśmy w Zakopanem naprawdę wspaniały urlop.
5. W październiku rozpoczęłam studia podyplomowe na Uniwersytecie Ekonomicznym.
Było też sporo drobiazgów, o których mimo wszystko chciałabym wspomnieć, tak „ku pamięci”
Wiem, że dla niektórych może to być nie do pomyślenia, ale z przyjemnością i sentymentem wspominam początek zeszłego roku,
kiedy to Franek wyjechał na szkolenie w góry a ja zostałam w Poznaniu.
Przez kilka dni mieliśmy prawie zerowy kontakt, ale to wszystko jakoś
tak tylko zbliżyło nas do siebie. Franek wrócił jakby odmieniony i w
naszym związku zaczęło się dobrze dziać, co było ogromną ulgą –
zwłaszcza w kontekście tego, co działo się pod koniec roku 2009. Z
ogromną przyjemnością wspominam także kilka epizodów w tym roku, takich
jak wyjazd z Dorotą do Wrocławia na mecz Ligi Światowej, wizyta w SPA na masażu gorącymi kamieniami a także niedawna -moja pierwsza – wizyta u manicurzystki, kibicowanie piłkarzom podczas Mundialu, kilka czerwcowych dni spędzonych tylko z Frankiem w Miasteczku, przyjemnie spędzone moje urodziny, kupno pierwszego sprzętu AGD – pralki, weekend na działce u rodziny Franka, pierwsza rodzinna impreza u nas w domu i listopadowa wizyta moich rodziców w Poznaniu.
Na
pewno w ciągu tych 365 dni zdarzyło się jeszcze więcej pozytywnych
rzeczy, ale to są właśnie momenty, które najbardziej utkwiły mi w
pamięci, i które z różnych powodów są dla mnie ważne – tym wszystkim był
pisany mój rok 2010…
Oczywiście
nie było tylko słodko, ale przyznam, że porażki roku chyba nie
zaliczyłam… Za najgorszy miesiąc roku mogłabym uznać chyba kwiecień. Po
części wpłynęła na to także sytuacja w kraju – pamiętacie chyba, jak
bardzo przeżywałam katastrofę
samolotu… Ale to nałożyło się też na gorszy okres w naszym związku i
kilka innych spraw. Generalnie miesiąc upłynął pod znakiem dołka i
rozterek emocjonalnych. Na szczęście zakończył się pozytywnie – moją
wycieczką do Irlandii
Poza tym zdrowotnie nie było najgorzej, chociaż początek roku kojarzy mi się z borykaniem się z silnym bólem pleców, a od marca użerałam się z naszą służbą zdrowia i byłam częstą pacjentką przychodni okulistycznych. Na szczęście skończyło się to w listopadzie i mam nadzieję, że zabieg
zakończył sprawę. Na sierpniu cieniem położył się pobyt mojej siostry w
szpitalu i chwila niepewności, ale mam nadzieję, że ta sprawa też już
nie powróci…
Oprócz
tego obniżenia nastroju w kwietniu, zaliczyłam jeszcze trzy
poważniejsze dołki, jeden dzień poważniejszego kryzysu no i trochę
lipcowych rozterek, które były wywołane drastyczną zmianą mojej sytuacji
życiowej. Ale jak na 365 dni oraz 12 miesięcy, to chyba mieszczę się w
normie
Za
największą porażkę chyba mogłabym uznać brak nowej pracy. Na razie nikt
mnie nie chce, pomimo wszystkich moich zalet :)) Ale ponieważ w mojej
obecnej pracy nie jest źle, a wręcz bardzo ją lubię i jest mi tu
wygodnie, staram się do tej kwestii podchodzić na luzie i mam nadzieję,
że w końcu i na mnie nadejdzie czas i coś się zmieni w tej sprawie – ale
tylko na lepsze
Blogowo
ten rok obfitował w nowe notki (o ile się nie pomyliłam to 210) i nowe,
wspaniałe znajomości. Z kilkoma „starymi” znajomymi zacieśniłam blogowe
więzi. Zaliczyłam też chwilowy kryzys, chociaż chyba nigdy na serio nie
pomyślałam o zaprzestaniu pisania
Kilka razy zostałam doceniona przez Redakcję i moje notki znalazły się
na tapecie. Nie prowadziłam licznika od 1 stycznia 2010, więc nie wiem,
ile osób mnie przez rok odwiedziło, ale na dzień dzisiejszy statystyki
przedstawiają się tak, że odwiedziło mnie 410778 osób, a komentarzy jest
27463. Za rok sobie odejmę i będę wiedziała, ile osób odwiedziło mnie w
2011
Podsumowując
– rok 2010 był bardzo udany i żal mi się z nim żegnać! Mam nadzieję, że
ten kolejny będzie równie dobry, ale o tym już w następnym odcinku
Witam w Nowym Roku :)) Jak się czujecie w 2011? Bo ja przyznam, że jak na razie jest świetnie, oby tak dalej
Zacznę może od końca – końca roku 2010, czyli Sylwestra
Muszę przyznać, że to był naprawdę wspaniały wieczór! Jeden z
lepszych. Może znowu polubię ten wieczór? Może wreszcie po tych z 2007 i
2008 Sylwester został odczarowany?
I na pewno duża w tym zasługa Franka, zachowywał się bez zarzutu,
czasami mam wrażenie, że on naprawdę jest osobą, która uczy się na
błędach i potrafi się poprawić…
Tak, jak pisałam, ten wieczór spędziliśmy w domu w towarzystwie
Franka brata i jego żony. Było naprawdę przyjemnie – wesoło i radośnie,
czyli tak, jak powinno być w tę noc
Jedzenia było naprawdę sporo, większa część przygotowana przez Franka.
W ogóle przyznaję, że tego dnia jakaś taka wyjątkowo leniwa byłam i nie
miałam serca do niczego. Kiedy wróciłam z pracy, mieszkanie już było
wysprzątane a sałatki były zrobione. Ja zajęłam się uszkami, które
podawaliśmy z barszczem po północy oraz nakryłam do stołu i byłam
odpowiedzialna, za stronę estetyczną
Świeczki, dekoracje i takie tam
Franek w tym czasie jeszcze czyścił kuchnię. Goście przyszli niepunktualnie – to ich znak rozpoznawczy
I dzięki temu ze wszystkim zdążyliśmy idealnie, nawet notkę jeszcze
napisałam i w domofon zadzwonił dokładnie w momencie, gdy klikałam
‚publikuj’ :))
Są dwie rzeczy, za które kocham ostatnią noc roku – za fajerwerki i szampana – to mój ulubiony trunek
Na początku chciałam, abyśmy wzięli butelkę szampana i poszli o
północy do centrum miasta obejrzeć pokaz sztucznych ogni. Nie zrobiliśmy
jednak tego, ale okazało się, że to była świetna decyzja. Nie sądziłam,
że z balkonu mojego nowego miejsca zamieszkania jest tak świetny widok!
Widzieliśmy sztuczne ognie z trzech stron miasta, a co dla mnie było
najważniejsze – widać było również ten profesjonalny pokaz fajerwerków,
organizowany przez miasto! Amatorskie petardy średnio mi się podobają i
generalnie spokojnie bym się bez nich obyła, ale takimi pokazami zawsze
jestem zachwycona. Według mnie, mają one w sobie coś z magii, zwłaszcza
na przełomie roku – w sylwestrową noc uwielbiam patrzeć na sztuczne
ognie i wypowiadać po cichu życzenia na kolejny rok… Szampana mieliśmy
niestety tylko jednego, więc wyszło po lampce na łebka, ale Franka
szwagierka była tak uprzejma, że widząc jak się rozpływam nad smakiem
szampana, oddała mi swój kieliszek i wystarczyło jej to, co wypiła od
męża
Nasz Sylwester skończył się w okolicach piątej. Spędziliśmy go
rozmawiając, śmiejąc się, jedząc i oczywiście oddaliśmy się naszej
ulubionej rozrywce (szwagry też ją lubią:)) – grom planszowym :)) Nie
zabrakło też zimnych ogni oraz tańcowania na balkonie. Naprawdę było
wspaniale. Po imprezie posprzątaliśmy z Frankiem i położyliśmy się spać
Noworoczny poranek spędziliśmy dość leniwie razem. Natomiast
popołudnie upłynęło nam w gronie rodzinnym, bo odwiedzili nas rodzice
Franka oraz jego kuzyn z żoną i dziećmi. Bardzo dobrze, że wpadli, bo
zostało nam tyle jedzenia, że musielibyśmy się tym żywić chyba przez
tydzień
Goście poszli dopiero po 21. I znowu sprzątanie, a potem to już padłam jak kawka
I obudziłam się dopiero dziś o wpół do dziewiątej. Wczorajszy dzień
też był wspaniały. Może Nowy Rok też zostanie odczarowany i nie będzie
to już dla mnie najgorszy dzień w roku? :))
Dzisiejszy dzień postanowiliśmy spędzić razem w domu. Poszliśmy tylko
do kościoła i na spacer. A potem każde z nas zajęło się swoimi sprawami
– czytaj Franuś gra w Fifę 2011 a ja bloguję
Ale za chwilę znowu sobie w coś pogramy
Na chwilę obecną nastawiona jestem bardzo pozytywnie i nowy rok mi
się podoba. Jeśli będzie taki, jak noc sylwestrowa oraz pierwsze dwa dni
stycznia, to już mi wystarczy.
Ps. Wiecie czego Franek życzył mi na rok 2011? Żeby „jeden głupek” mi się oświadczył. Phi, bezczelny !