*OGŁOSZENIE*

Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

środa, 15 sierpnia 2012

Odliczanie: jeden! /Niedziela w środku tygodnia

Już to na pewno kiedyś pisałam, ale bardzo lubię takie wolne dni w ciągu tygodnia :) A najlepiej, jeśli to są w dodatku święta kościelne, bo wtedy to już totalnie mam wrażenie, że to niedziela. Idę potem sobie w "poniedziałek" do pracy, po czym okazuje się, że za dwa dni znowu mamy weekend! :) A w tym konkretnym przypadku - za jeden dzień, bo w piątek mam urlop.

Franek szedł dzisiaj do pracy dopiero na 16, więc mieliśmy trochę czasu żeby porozmawiać. Omówiliśmy kilka kolejnych kwestii - jakżeby inaczej? ;) - ślubnych. Bo nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę z tego, że nasz ślub odbędzie się dokładnie za miesiąc!!! :) A teraz do tych, które mają już dość mojej monotematyczności: jeszcze tylko miesiąc. Muszę teraz to wszystko opisać, bo mogę nie mieć już w życiu takiej okazji :) Wybaczcie więc! :)

Całkiem przyjemną niedzielę w środku tygodnia na miesiąc przed ślubem spędziłam w domu. Sama nie wiem jak to się stało, ze już mamy wieczór, ale na pewno nie był to dzień stracony, bo poświęciłam go na wszelkie czynności, które lubię :) A więc: poczytałam, poserialowałam i poszydełkowałam. Do tego porozmawiałam z Frankiem. I nawet poprasowałam - tak, wiem, dzień święty trzeba święcić, ale na mszy byłam, a prasowanie traktuję bardziej jako relaks niż przykry obowiązek :)

To na pewno nie jest mój ostatni post przedślubny, ale (raczej) na pewno ostatni odliczający miesiące :) Podsumowanie więc musi być, ale trudno określić co już mamy załatwione - bo to większość. Łatwiej będzie więc wymienić, co nam jeszcze pozostało. Zawiadomienia już mamy - teraz trzeba je wysłać. W piątek jedziemy do Miasteczka. Jesteśmy umówieni z managerem restauracji - potwierdzimy menu, dogadamy się co do ciasta i tortu, omówimy ogólny wystrój sali. Umówieni jesteśmy też z kwiaciarką/florystką :) - na podpisanie umowy. Niby też mamy omówić szczegóły bukietu i dekoracji kościoła, ale cóż ja poradzę, jak te szczegóły mam... ekhm, gdzieś :P Powiem po prostu, że chcę białe storczyki i ma być ładnie. Ona będzie najlepiej wiedziała, jak to zrobić. Jeśli zdążymy, przejedziemy się też do Opola, bo tam namierzyliśmy coś, co chcemy wręczyć rodzicom w podziękowaniu i od razu zamówimy sobie część zawieszek na wódkę. No i kupimy pudełko na ciasto. A właściwie ciastka (wspominałam już, ze jednak będzie?)

Zapowiedzi już wiszą w obu parafiach, o czym poinformował mnie smsowo mój tato a ustnie rodzice Franka :) Ja już zaliczyłam pierwszą spowiedź przedślubną (na wspaniałego księdza trafiłam - nie ma to jak u Dominikanów), Franek się dopiero przejdzie. Teraz jeszcze tylko ostatnie spotkanie z księdzem w celu ustalenia szczegółów ceremonii, ale to już tuż przed ślubem. Trzeba też omówić z organistą parę detali, ale to już problem mojej siostry :P

Jeśli chodzi o naszą garderobę - Frankowi trzeba kupić muszkę, a przede mną zakup tych nieszczęsnych :P pończoch i części bielizny. Suknia prawie gotowa, tylko się jeszcze muszę kopsnąć po welon, bo odebrałam buty a o nim zapomniałam, a będzie mi potrzebny na próbne czesanie we wrześniu.
Winietki nadal się robią. Juska się tym zajęła a poza tym razem ze swoją mamą zrobią nam dekorację "stanowiska" pary młodej na sali. Wieczór panieński też się robi, co potwierdziła mi dzisiaj Karolina2 (nie hiszpańska), która się zajmuje jego organizacją.

Najbardziej martwią mnie tańce :P Po pierwsze - nie zdecydowaliśmy się ostatecznie na piosenkę na pierwszy taniec. Po drugie - wspominałam chyba, ze będziemy mieć indywidualny kurs z córką chrzestnej Franka (którą zresztą też zapraszamy na wesele). Ale trochę się pokomplikowało - z obu stron i się przesunęło. Mamy zacząć dopiero w poniedziałek i boję się, czy zdążymy (zaznaczam, ze nie chodzi o konkretny układ, tylko Franka trzeba tak generalnie podszkolić). Ale i Franek i Daga zapewniają mnie, że tak, więc wierzę na słowo...

No i co jeszcze? Wybór zdjęć, które przekażemy kamerzyście do wykorzystania w filmie, spotkanie z zespołem, opłata do US w Miasteczku... Aaa i musimy się zacząć dowiadywać co z naszą podróżą poślubną sponsorowaną przez moich rodziców.
To by było na tyle :P Więcej pozycji na liście nie ma (na razie)
Nie mam pojęcia, jak to się stało, ze zostało już tylko 30 dni!!!



wtorek, 14 sierpnia 2012

Jadą goście, jadą!

Wstępną listę gości - póki co w naszych głowach - opracowaliśmy już kilka godzin po zaręczynach, siedząc w jednym z grzybowskich pubów przy piwie. Dokładnie rok temu, na spotkaniu z naszymi rodzicami lista przybrała już konkretny kształt.

Jasne było dla nas, że zapraszamy najbliższą rodzinę - a ta dla nas oznacza rodziców, rodzeństwo, dziadków oraz rodzeństwo rodziców z dziećmi, które zresztą są już w większości dorosłe i mają swoje rodziny :) Dlatego trochę tego wyszło.
Z rodziny dalszej zdecydowaliśmy się zaprosić kuzynkę taty i jej córkę z rodziną - bo jakoś tak ich lubimy, mają stosunkowo niedaleko no i my też byliśmy na weselu córki - znaczy się mojej kuzynki. Poza tym zaprosiliśmy też mojego stryjka z żoną oraz jego dwie córki, a więc kuzynki mojej mamy, z mężami. Nie utrzymujemy z nimi bieżących kontaktów, mimo, że mieszkają prawie w Miasteczku. Niegdyś jednak spędzaliśmy ze sobą wakacje i wszystkie święta, pomyśleliśmy, że będzie to dobra okazja, żeby się wreszcie spotkać - zwłaszcza, że ze strony mamy zapraszaliśmy tylko mojego wujka i dziadka.
Zaprosiliśmy też sporo znajomych... Ostatecznie wyszło nam około 90 osób, więc to było zdecydowanie za dużo. Wykreśliłam dwie koleżanki. Na tym etapie pozostało nam powysyłać zaproszenia i czekać na potwierdzenie przybycia :)

W zasadzie z góry założyliśmy, że odmówi nam około piętnastu osób i wiele się nie pomyliliśmy :) Wiedzieliśmy, kto nie przyjedzie ze strony Franka i tu w zasadzie nam się wszystko potwierdziło. Jeśli chodzi o moją rodzinę, byłam przekonana, że nie przyjedzie kuzyn z żoną i kuzynka z rodziną, którzy mieszkają w Walii. Przede wszystkim jednak byłam pewna, że nie przybędą, bo w czerwcu byliśmy na weselu tegoż kuzyna - nie sądziłam, że w przeciągu trzech miesięcy dadzą radę przylecieć drugi raz do Polski. Cóż, potwierdza się, że dla chcącego nic trudnego :)
Za zaproszenie podziękowali nam dość niespodziewanie stryjek i jego rodzina - ale nie poczułam się urażona. To naprawdę były osoby, z którymi nie czuję się teraz mocno związana i choć absolutnie nie zapraszaliśmy ich "bo tak wypadało" (na pewno by się nie obrazili, gdyby zaproszenia nie dostali), to ostatecznie pomyślałam sobie, że dobrze się stało.
Nie będzie też jednego mojego kuzyna z rodziną - ale w zasadzie zapowiadało się na to od samego początku. Oni nie odwiedzają nawet brata, który mieszka parę kilometrów od nich, więc nie mogliśmy się spodziewać, że ruszą ponad 300km w Polskę :D

Przede wszystkim lista gości w tym ostatecznym kształcie wzbudza w nas wiele pozytywnych emocji! Przyznaję, ze trochę się bałam jak to będzie, martwiłam się, że sporo osób nam odmówi (zwłaszcza ze względu na czerwcowe wesele), a nie ukrywam, że chyba po części traktowałam to jako sprawdzian lojalności... Oczywiście są sytuacje, kiedy ktoś naprawdę nie może przyjechać, ale bałam się, że ktoś odmówi bez konkretnego powodu. A tu taka niespodzianka - potwierdzili nawet ci, których "spisaliśmy na straty". Tak naprawdę osoby, które będziemy gościć we wrześniu to wszyscy, którzy są nam najbliżsi i z którymi utrzymujemy w miarę regularny kontakt (wiadomo, z niektórymi widujemy się raz na pół roku, z innymi co tydzień, ale jednak relacje są dość bliskie).

A teraz goście w liczbach :)

Chociaż do ostatniej chwili nie będziemy wiedzieli, czy przyjedzie jedna ciocia z rodziną (oni sami tego nie będą wiedzieli do ostatniej chwili), liczymy już wszystkich
i listę uznajemy za zamkniętą. Kilka osób przyjedzie bez dzieci lub bez osób towarzyszących i ostatecznie wychodzi nam łącznie z nami 68 osób oraz 5 osób z "obsługi" (zespół, fotograf itp), czyli 73 osoby. Jak dla nas wyszło wręcz idealnie!

Z mojej rodziny będzie 29 osób, z rodziny Franka 18, znajomych będzie 19 (o znajomych będzie osobna notka).
Przewidujemy czworo dzieci (z tego dwójka poniżej roczku, więc ich nie liczymy) i dwie nastolatki. Ciekawe jest to, że będzie tylko 20 osób powyżej czterdziestki. Cała reszta to ludzie w wieku 20-39, mamy więc nadzieje, że będą chęci na zabawę, bo to stosunkowo młode wesele :P
Oprócz moich rodziców, tylko pięć osób będzie z Miasteczka i okolic.
Tym bardziej cieszy, że wszyscy chcą przybyć! Dla mnie jednak o czymś to świadczy - przede wszystkim o tym, że te osoby chcą być z nami w tym dniu i że zależy im na nas.

Najbardziej obawialiśmy się, czy damy radę wszystkich przenocować - okazało się to jednak łatwiejsze niż się spodziewaliśmy i nie musimy nikogo umieszczać w domu. W restauracji, w której będzie wesele (5km od Miasteczka) jest osiem pokoi, które zmieszczą od 2 do 4 osób. Ja z Frankiem mamy pokój gratis :P. W pensjonacie obok wynajęliśmy cztery trzyosobowe pokoje. A całą moją przyjezdną rodzinę umieściliśmy w hoteliku w Miasteczku. Wszyscy się zmieścili a w razie czego będziemy mieli rezerwowe miejsca w domach.

Wiemy już mniej więcej kto gdzie będzie siedział. Pozostaje nam jeszcze obmyślenie kto z kim będzie jechał z kościoła do domu weselnego.

Generalnie muszę powiedzieć, że to "zarządzanie" gośćmi jest przyjemniejsze i łatwiejsze niż się spodziewałam :) Ale przede wszystkim patrzymy na tą listę i wiemy, że zaprosiliśmy właściwe osoby! Wszyscy bliscy, przy których będziemy sie czuć swobodnie, z którymi będziemy chcieli się bawić, z których obecności będziemy czerpać radość. Już nie mogę się doczekać!