*OGŁOSZENIE*

Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

czwartek, 4 września 2014

Półmetkowe podsumowanie

W każdym tygodniu ciąży zapisuję sobie moje spostrzeżenia i uwagi na ten temat. Czasami jest to raptem kilka zdań, czasami trochę dłuższe refleksje. Porównuję moje samopoczucie z tym, co napisane jest w książkach lub w internecie. Wszystko mam na blogu, choć tylko naszkicowane, ale kto wie, być może opublikuję te moje zapiski jakoś hurtowo :)
Tym razem piszę "na żywo", bo oto właśnie znajduję się na półmetku. W tym tygodniu skończyliśmy z Tasiemcem 20. tydzień ciąży. 

Cóż mogę napisać w tym temacie? Przede wszystkim to, że wcale się nie czuję, jakbym była w ciąży :P (chociaż niby porównania nie mam ;)) I tak było od samego początku. Wszelkie dolegliwości właściwie całkowicie mnie ominęły, a jeśli nawet nie, to zrzuciłam je na karb stresu, zepsutego jedzenia, gorszego dnia, pełni księżyca itd... :) Po prostu nie potrafię przypisać żadnej przypadłości do mojego odmiennego stanu. No, może poza tym, że często sikam i gorzej śpię (co zazwyczaj idzie ze sobą w parze :)) Generalnie w moim wypadku po prostu nastawienie psychiczne naprawdę zdziałało cuda.

Generalnie, gdyby nie to, że nie można pić alkoholu, to mogłabym być w ciąży zawsze, bo to całkiem fajny stan. Zwłaszcza dla moich włosów! Pamiętacie, że zawsze pisałam, że nie lubię myć głowy? A musiałam to robić regularnie co trzeci a czasami nawet co drugi dzień, bo włosy szybko mi się przetłuszczały. Teraz jest bosko! W ogóle się nie przetłuszczają i cały czas wyglądają świeżo! Czasami po pięciu dniach dopiero przypominam sobie, że dawno włosów nie myłam :)

Jak widziałyście przy okazji zdjęć sprzed dwóch tygodni, brzucha za bardzo mi nie widać. Od tamtej pory niewiele się zmieniło i nadal ludzie nie wiedzą, że jestem w ciąży. Chwilami mnie to nawet irytuje - na przykład kiedy czekam na pobranie krwi przed drzwiami z napisem "kobiety ciężarne bez kolejki" pośród babek z widocznym brzuchem - mimo, że są w ciąży o 4-5 tygodni mniej zaawansowanej ode mnie (zapuściłam żurawia w kartę ciąży). No bo niby z jakiej racji mam je przepuszczać? :) Albo kiedy lekarka, u której byłam przedwczoraj dowiedziawszy się o półmetku mojej ciąży krzyczy "Jezu nic nie widać!". No więc dziwnie jest.
Niemniej jednak centymetr pokazuje, że trochę ten brzuszek jednak mi wyrósł, bo mam około 6 cm więcej w obwodzie niż miałam w maju (tak mniej więcej 6, bo nigdy nie jestem pewna, czy mierzę w dobrym miejscu :P). No ale okazuje się, że to jeszcze za mało, żeby ludzie posądzali mnie o ciążę oraz na to, żeby wymieniać garderobę - bo cały czas chodzę w tych samych spodniach i spódnicach a bluzki i kamizelki dopinają mi się do ostatniego guziczka, czego nie omieszkała skomentować ostatnio moja szefowa (która jak twierdzi, w szóstym miesiącu ciąży wyglądała, jak by była w piętnastym:)) Ale to mnie akurat cieszy, lubię swoje ubrania :P
Jednak gdy się w lustrze przyglądam to widzę, że ten brzuch jest większy - tylko jak się ubiorę to zazwyczaj znika :) No i nie jest taki typowo ciążowy. Cóż, muszę się pogodzić z tym, że nie będę "dziewczyną z piłką" :) Ale zamelduję Wam, kiedy wreszcie zacznie się dziać coś konkretnego - no bo chyba wreszcie musi prawda? W przeciwnym wypadku ludzie będą się w styczniu dziwili, skąd ja wzięłam tego noworodka ;)
A tak jako ciekawostkę dodam, że wyczytałam (a moja lekarka na wizycie mi to potwierdziła), że mały brzuch w ciąży może oznaczać, że kobieta ma po prostu bardzo silne mięśnie brzucha i stawiają one opór powiększającej się macicy, a poza tym dziecko układa się wtedy prawie na płasko i nawet w szóstym lub siódmym miesiącu da się ciążę zamaskować. I to by się zgadzało, bo ja przecież od dawna regularnie ćwiczę a tak się złożyło, że przed samą ciążą przez ponad miesiąc codziennie ćwiczyłam a6W.

Dzisiaj ważę dokładnie 0,5 kg więcej niż ważyłam przed ciążą, choć waga dość mocno mi się waha - jeszcze tydzień temu było 0,5 kg mniej za to przedwczoraj więcej o 1 kilogram. No ale w najbliższych tygodniach powinnam chyba przytyć trochę więcej, bo jak wyczytałam, Dzieciak zaczyna obrastać tłuszczem :P Może więc na wadze coś mi przybędzie. Byle tylko to był tłuszcz Tasiemca a nie mój :D  Zazwyczaj jadam normalnie a czasami nawet trochę mniej niż zwykle, bo po prostu nie mam apetytu - co stoi całkowicie w opozycji z tym, co piszą różne mądre artykuły :) Na początku było inaczej - zresztą wspominałam Wam o tym, że miałam ataki okropnego głodu, który natychmiast musiałam zaspokoić (choćby suchym chlebem w środku nocy), bo nie pozwalał mi on normalnie funkcjonować. Ale to się skończyło już dość dawno temu i teraz wcale nie jestem głodna częściej niż bywałam przed ciążą a czasami nawet mam wrażenie, że wcale nie chce mi się jeść. W dodatku mam uczucie, jakbym cały czas była najedzona! Moim zdaniem jest to efekt tego, że mój brzuch zamiast na zewnątrz rośnie do wewnątrz i tym samym Tasiemiec miażdży mi pęcherz moczowy i żołądek, do którego mieści się dużo mniej niż wcześniej :P

W każdym razie Tasiemiec ma się raczej dobrze, bo ostatnio słyszałam bicie jego serca, no i rośnie - bo urósł już na tyle, żeby wierzgać. Ruchy Dzieciora czuję mniej więcej od trzech tygodni, choć oczywiście na początku nie byłam pewna, czy to to. I na pewno nie porównałabym tego ani do bulgotania ani do łaskotek :) Raczej mam wrażenie, jakby na brzuchu chwytał mnie taki krótki, bezbolesny skurcz. Macie czasami tak, że mimowolnie drga Wam powieka? No to ja właśnie mam identyczne odczucie, tyle, że w brzuchu, kiedy Tasiemiec się rusza. Podobno w tym tygodniu cykl snu i czuwania dziecka staje się coraz bardziej regularny. No i coś w tym chyba jest, bo zaobserwowałam, że nasze budzi się najczęściej po godzinie 10 i po 18 a najbardziej aktywne jest po 21 - na tyle, że nawet Franek już te ruchy wyczuł i oficjalnie został skopany. Nie wiem jak to jest w nocy, bo wtedy śpię. Ale budzę się czasami po czwartej i wtedy nieraz czuję, że się Tasiemiec rusza. A jak się nie rusza, a ja nie mogę zasnąć z powrotem i zaczynam się nudzić to go budzę stukając w brzuch i wkrótce odpowiada mi puknięciem :)

Nie mam żadnych zachcianek - a przynajmniej nie bardziej niż zwykle :) Bo zachcianki to ja miewałam od zawsze! Nie czuję się w ogóle senna ani zmęczona - wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że potrzebuję mniej snu niż zwykle, co mnie irytuje, bo przecież wszędzie trąbią, że mam się wyspać na zapas! Nie mam problemów z trawieniem ani z żołądkiem. Zaliczyłam co prawda trzy poranne wizyty w toalecie nad kibelkiem, ale nie były poprzedzone nudnościami. Ot po prostu już wiem, że Tasiemcowi nie posmakowały: arbuz (chyba mógł być już lekko nadpsuty), lekko czerstwy chleb (jak on śmierdział! to znaczy moim zdaniem, bo Franek czuł zapach zwykłego chleba) i śledzie w sosie śmietanowym (ale widzę, że Franek znowu je kupił, jutro przetestuję:P)
Nadal ćwiczę i mam się po tych ćwiczeniach bardzo dobrze. Wyniki badań moczu i krwi mam tylko lekko poniżej normy (limfocyty) a ciśnienie nieco bardziej (65/100, 60/110 a nawet 60/90) ale to akurat jest moja norma, choć pielęgniarki patrzą na mnie, jakbym się zaraz miała przewrócić :P

Podsumowując - mamy się w tej ciąży całkiem dobrze. Myślę, że duża tego zasługa jest też w tym, że po prostu nie traktuję siebie w tym stanie jako okazu pod ochroną* i funkcjonuję normalnie (oczywiście zachowując wszelkie granice zdrowego rozsądku - nie pcham się tam, gdzie coś może ciężarnej zaszkodzić), a to powoduje, że moja psychika jest w dobrej kondycji (pomijam tu obecne problemy) a więc wysyła też pozytywne sygnały do mojego ciała. Tak to sobie właśnie wyobrażam - jako sprzężenie zwrotne, wszak wiadomo, że w zdrowym ciele zdrowy duch - i na odwrót :)


*rzecz jasna piszę o normalnej, zdrowej ciąży; wiem, że są różne przypadki i czasami po prostu zdarzają się poważne problemy zdrowotne, absolutnie nie o tym tutaj piszę; jak trzeba leżeć to trzeba! ale jak nie trzeba, to się nie kładźmy, nie? :)

wtorek, 2 września 2014

Wysyp ciężarówek

Tak się akurat złożyło, że na początku lipca napisałam smsa do mojej kuzynki z życzeniami z okazji pierwszej rocznicy ślubu. Przy okazji zapytałam jej, co u nich słychać. Po kilku dniach odpisała, przysyłając zdjęcie swojej trzytygodniowej córeczki. Byliśmy zaskoczeni, bo kiedy widzieliśmy się w listopadzie jeszcze nic nie było wiadomo :) Przypuszczam, że sami mogli jeszcze nie wiedzieć. Pogratulowałam im nowego członka rodziny i podzieliłam się nowiną, że i nam wkrótce rodzina się powiększy. Kuzynka zaczęła dopytywać o różne szczegóły, czym mnie trochę zaskoczyła, ale pomyślałam, że może jako świeżo upieczona mama bardziej się tym interesuje niż inni. Ale okazało się, że kuzynka po prostu była ciekawa, czy przypadkiem nie szykują się podwójne narodziny w rodzinie. 
Prawie :) Bo po wymianie kilku smsów napisała mi, że mój kuzyn, a jej brat (który brał ślub trzy miesiące przed nami) również spodziewa się dziecka. A termin mają na 2 lutego, czyli raptem 12 dni po mnie. To była już druga niespodzianka tego dnia. Kolejna miała miejsce parę dni później, kiedy pojechaliśmy do Miasteczka.

Składaliśmy mojej siostrze spóźnione życzenia urodzinowe, dostała od nas prezent a potem Franek powiedział, że w ramach drugiego prezentu ma dla niej informację - będzie ciocią. Siostra się ucieszyła i powiedziała, że parę dni wcześniej dowiedziała się, że siostra jej narzeczonego też jest w ciąży. Termin ma jakoś na początek lutego. Wygląda na to, że w ciągu jakichś dwóch/trzech tygodni zostaną podwójnym wujostwem :)

Ale największa niespodzianka była dopiero przed nami. W dniu moich urodzin zadzwoniła do mnie Karola - wspominałam o niej parę razy, koleżanka Franka, którą mu rzekomo ukradłam :P, organizowała mi wieczór panieński... Jakiś rok temu zerwała zaręczyny ze swoim narzeczonym i stosunkowo szybko znalazła kogoś nowego. Jeszcze na początku kwietnia spotkaliśmy się w czwórkę a ja z Frankiem "zaaprobowaliśmy" jej nowego faceta :) (prawdę  powiedziawszy do tamtego jakoś nie byłam przekonana, chociaż akceptowałam go i starałam się szczerze polubić). W każdym razie, zadzwoniła do mnie z życzeniami a potem zapytała co nowego słychać.Ponieważ od kwietnia trochę się wydarzyło, opowiedziałam jej o wszystkim a na koniec powiedziałam, że jestem w ciąży. Na co ona: "słucham? Powtórz!" Powtórzyłam więc, nieco zbita z tropu.. Zapytała, który tydzień, odpowiedziałam, że koniec czternastego. Na co ona: "no to słuchaj, jestem w ciąży, jedenasty tydzień...To dopiero była nowina :)
Byliśmy teraz w Poznaniu i spotkaliśmy się z Karolą i Pawłem. Śmialiśmy się, że przy ostatnim spotkaniu umawialiśmy się na popijawę a skończyliśmy w kawiarni sącząc drinki bezalkoholowe (to znaczy my, ciężarne, bo chłopaki sobie popiwkowali) i że kto by pomyślał, że będziemy rozmawiać o imionach i kopniakach :P Karola ma termin na 14 lutego. Przyznam, że chyba ta ciąża bardzo mnie cieszy, bo to jedyna moja koleżanka, z którą na świeżo będę mogła się dzielić doświadczeniami i z którą będę potem mogła chodzić na spacer wózkowy :P

Bocian musiał przelatywać jakoś bardzo nisko nad głowami naszymi oraz naszych krewnych i znajomych, bo obrodziło ciężarówkami. Do nas zawitał najwcześniej. Ale cieszy mnie to, bo tak sobie myślę, że raczej będę miała już za sobą poród, podczas gdy dziewczyny będą dopiero na niego czekać. Zdecydowanie wolę tak niż w drugą stronę, bo pewnie bym się niepotrzebnie stresowała dodatkowo :)
Ale mimo, że moja ciąża jest teoretycznie najbardziej zaawansowana, to kiedy stoję przy dziewczynach nikt nawet na mnie nie spojrzy jak na ciężarną. Przyznam, że w takich sytuacjach czuję się dziwnie, gdy ktoś wypytuje je o ciążę i dziecko, podczas gdy ja też mogłabym coś na ten temat powiedzieć :) No, chyba, że jest to ktoś zorientowany w sytuacji, wtedy zazwyczaj patrzy na mnie i na delikwentkę obok i prosi mnie o dowód w postaci zdjęcia USG :)