*OGŁOSZENIE*

Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

wtorek, 11 stycznia 2011

Zła kobieta.

Pewnie jeszcze wrócę któregoś dnia do Niebieskookiego i w ogóle do tego, co było przed Frankiem, ale chwilowo wróćmy do teraźniejszości.

Te z Was, które czytają mnie od dawna, na pewno pamiętają, że bardzo nie lubiłam, kiedy Franek spotykał się z kolegami. Denerwowało mnie, że zazwyczaj te spotkania wypadały nagle i dowiadywałam się o nich już w trakcie – bo na przykład Franek spotykał kumpli na ławeczce stojącej między jego blokiem a moim i do mnie nie docierał. Poza tym wracał późno, dużo pił i generalnie mnie denerwował, chociaż może nie do końca były powody ku temu, żebym miała do niego o to pretensje.

Już od jakiegoś czasu, głównie odkąd zaczął pracę w Zielonej Firmie, spotykał się z kolegami dużo rzadziej. Odkąd mieszkamy razem, umawia się z nimi średnio raz w miesiącu.Do tego zazwyczaj informuje mnie o zamiarze takiego spotkania trochę wcześniej – czyli tak, jak sobie zawsze tego życzyłam. Idzie, gra w bilarda, piwkuje, rozmawia i wraca. Najczęściej wracał w godzinach 22-24. raz zaszalał, kiedy świętował urodziny kolegi. Owszem, wraca po kilku piwach, ale zawsze jest dla mnie miły, nie kłócimy się (a kiedyś przecież dlatego nie lubiłam, kiedy pił – bo się zawsze potem kłóciliśmy), on kładzie się grzecznie koło mnie i, co najważniejsze, następnego dnia nie musi leczyć kaca i spać cały dzień, tylko jest zupełnie normalny.

Więc o co mi chodzi? Dlaczego zawsze, kiedy słyszę, że się umówił robię obrażoną minę albo zmieniam swój ton na oficjalny? Albo co gorsza, pojawiają się łzy w moich oczach (to nie żaden rodzaj szantażu, jego i tak to nie rusza :), to po prostu odruch bezwarunkowy u mnie)? On się wtedy denerwuje i mówi, że przecież ma prawo spotkać się z kolegami od czasu do czasu. I ma świętą rację.

Najzabawniejsze jest to, że tak naprawdę on wychodzi dużo rzadziej niż ja! Ja spotykam się ze swoimi koleżankami dużo częściej – czasami odwiedzają mnie w domu, czasami ja odwiedzam je, innym razem idziemy razem do pubu i na piwo. Z imprezami chwilowo skończyłam, ale przecież całkiem niedawno poszłam na pracowniczą imprezę świąteczną i powiedziałam Frankowi, że wrócę przed jedenastą, a byłam w domu po drugiej. Do tego chodzę przynajmniej dwa razy w tygodniu spotykam się z Dorotą i chodzimy na aerobik, podczas gdy Franek w zasadzie po pracy wraca od razu do domu i nigdzie nie wychodzi.
Nie potrafię wytłumaczyć swojego zachowania. Ja naprawdę wiem, że nie ma nic złego w tych jego spotkaniach. Jego kolegów w większości lubię, a Franek zawsze potem wraca grzecznie do domu. Nie zabraniam mu tych spotkań nigdy. Ale po mojej minie widać, że nie jestem zadowolona, chociaż bardzo staram się z tym walczyć. I tłumaczę sobie, że przecież ma prawo do spotkań ze znajomymi! Gdyby on miał do mnie pretensje, że wychodzę wkurzyłabym się i robiła dalej swoje. I jeszcze pewnie zrobiłabym mu awanturę, że mnie ogranicza. Fakt, że ja się umawiam zazwyczaj wtedy, kiedy on jest w pracy. On takiej możliwości nie ma, bo ja zawsze pracuję w stałych godzinach, a jakoś głupio wychodzić do pubu przed południem nie? :) 
I wiecie, że gdyby on kiedyś dla mnie został w domu i nie poszedł na to głupie spotkanie, to też bym była zła – i na siebie i na niego. Dlatego właśnie w żaden sposób nie potrafię wytłumaczyć swojego zachowania.

Poza tym, od kiedy pamiętam, mój tato, który zawsze był i będzie dla mnie wzorem męża, ojca i w ogóle faceta, też sobie tak średnio raz w tygodniu wychodzi pograć z kolegami w karty i wraca w nocy. Robi to od ponad dwudziestu lat, powinnam więc uznać, że to normalne i Franek też ma prawo na takie wypady od czasu do czasu. Zresztą ja to wiem, a mimo wszystko nigdy nie jestem z tego zadowolona.
Dobrze wiecie, że nie jestem osobą, która uwiesza się na swoim facecie i w ogóle uważa, że jak się jest z kimś w związku to odtąd już wszystko robimy tylko i wyłącznie razem. Zero osobnych wyjść, zero wyjazdów, nic. Tylko razem. Bzdura. Wręcz przeciwnie, uważam, że oprócz tego wspólnego świata, każde z nas powinno mieć jeszcze jakiś swój mały światek – może nie hermetycznie zamknięty, przed drugą połówką, ale jednak.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ja naprawdę nie wiem, o co mi chodzi. Nie wiem. Nie potrafię podać ANI JEDNEGO argumentu przeciw jego wyjściom raz na jakiś czas. No może jeden.. – nie mogę  wtedy spać. Kiedy wychodzi, zawsze potrafię się zająć sobą – czytam, oglądam telewizję, bloguję. I kładę się spać, tak, jak zwykle koło 22. Ale zamiast zasnąć , cały czas nasłuchuję – nawet, kiedy mówi że będzie o północy (i przychodzi dziesięć minut przed czasem zresztą), ja cały czas czuwam… (Franek zresztą też nie może spać, kiedy mnie nie ma) Przy czym, kiedy nie ma go, bo jest w pracy, jakoś nie mam problemów ze snem i czasami śpię tak głęboko, że nie słyszę nawet, kiedy wraca. Same widzicie, że moje zachowanie jest naprawdę irracjonalne. I ja też to widzę. Będę starać się z tym walczyć, bo zwyczajnie nie podoba mi się moja postawa. Tylko jak to jest, że ja wszystko wiem, a reaguję tak, jak reaguję? Zła kobieta ze mnie.
***
Ps. Mój Franek przeczytał kilka komentarzy pod tym postem. Najbardziej dziwi się facetom, którzy zarzucają mi tu fochy do potęgi entej. Z tych komentarzy mogłoby wynikać, że wrzeszczałam, tupałam, obrażałam się tudzież odmówiłam podania obiadu i odezwania się. Co ciekawe, Franek fochów żadnych nie zauważył – nie tylko w tej notce, ale także w moim zachowaniu. Dziwna sprawa, nie sądzicie? Widać obcy facet zna mnie lepiej niż Facet Osobisty :)
Ps. Tradycyjnie opcja logowania zniknie w odpowiednim czasie :) (czyt. gdy już zniknę z głównej ;) )Jak ktoś naprawdę chce się wypowiedzieć, nie jest to dla niego problemem, a mnie szkoda czasu na walkę ze spamem :)

niedziela, 9 stycznia 2011

Z Margolkowej szuflady III.

Dokładnie jedenaście lat temu oddałam po raz pierwszy moje serce… A zaczęło się trzy dni wcześniej… Odkopałam swoje dawne zapiski i niniejszym wyrywkowo je tu zamieszczę. Śmiać się można, ale proszę zachować jednak wyrozumiałość, gdyż pisaninka miała miejsce, gdy nie miałam jeszcze nawet piętnastu lat :) Do mentalnej dojrzałości jeszcze mi sporo brakowało ;)) czwartek, 6 stycznia 2000
Znalazłam sobie nowy obiekt westchnień! Jest to ktoś, kto mi się podoba, ale nie myślę o  nim na poważnie, ale nie lubię nie mieć do kogo wzdychać! A ten ktoś to Krzysiek. Wiem, że nigdy o nim nie wspominałam, ale to właśnie dlatego, że nie myślałam o nim na poważnie. Mieszka na tym samym podwórku co Marta i kiedyś jak z nią siedziałam to do nas podszedł i zaczął ze mną gadać, chociaż się nie znaliśmy. A jakiś rok temu byłam w kawiarence z Beatą i Anką i grałyśmy w karty a on z kolegą do nas dołączyli i usiadł koło mnie. I wydawało mi się, że mnie podrywa. Przystojny jest, ale zawsze podobał mi się ktoś inny. Ale dzisiaj…
Poszłam z Anką do kościoła. Usiadłyśmy na chórze, a on siedział naprzeciwko. Zerkałam na niego czasami, ale nie widziałam, żeby się na mnie patrzył, tylko czasami „ale to na pewno dlatego, że siedzę naprzeciwko niego – gdzie niby ma się patrzeć?” – myślałam sobie. A kiedy było „przekażcie sobie znak pokoju”, to na mnie patrzył, no to skinęłam głową i przekazałam mu ten znak pokoju. On mi też i zaczęłam się śmiać, a on do mnie. Potem do końca mszy się do siebie śmialiśmy. Dzisiaj wieczorem kręciłam się trochę pod jego oknami, ale go nie było. A poza tym powiedziałam Olce, żeby się tak dyskretnie wypytała swojego chłopaka o Krzyśka, bo oni mieszkają w tej samej klatce i się kolegują.

niedziela, 9 stycznia 2000
Dzisiaj był VIII finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Byłam wolontariuszką i zbierałam pieniądze do puszki. Było naprawdę fajnie, tylko miałam trochę zły humor. Kasę zbierałam z Anką – ona też  była wolontariuszką. Łaziłyśmy po Miasteczku od 9:00, wkurzałam się trochę z tego powodu, że nie widziałam nigdzie Krzyśka, a była już 19:00. (…) Spotkałyśmy Kubę, szlajałyśmy się trochę z nim i było fajnie (na mieści były różne atrakcje), ale Anka musiała iść do domu, Kuba też, więc zostałam sama. Spotkałam Agatę i Monikę. Agacie podoba się Krecik, więc jak go zobaczyłyśmy, to stanęłyśmy niedaleko, a tu patrzę, idzie Krzysiek  z kolegą! Pociągnęłam dziewczyny za nimi. Na początku szłyśmy wolno, bo Agata nie chciała oddalać się od Krecika, ale potem przyspieszyłyśmy i wyprzedziłyśmy chłopaków. Jak się mijaliśmy, to powiedzieliśmy sobie z Krzyśkiem „cześć”. Szłyśmy przed nimi, aż w pewnym momencie wydawało mi się, że chłopaki nas wołają. Odwróciłam się i powiedziałam do Krzyśka

- Wydawało mi się, czy coś do nas mówiłeś?
- No, pytałem się, czy macie jeszcze serduszka?
- Oddałam już swoją puszkę do sztabu razem z serduszkami. Mam tylko swoje.
- To oddaj mi.
- Ok, jeśli chcesz używane…” – odkleiłam serduszko ze swojej kurtki i przykleiłam jemu. A on na to:
- O, właśnie poczułem, jak zaczęło bić.
Zrobiło mi się głupio i chyba byłam czerwona (dobrze, że było ciemno), więc szybko pociągnęłam dziewczyny i poszłyśmy na rynek. Krzyśka już do końca wieczoru nie widziałam. O 20:00 wróciłam do domu, bo muszę uczyć się do kartkówki z chemii, ale nie mam głowy do tego, cały czas myślę o Krzyśku… Zobaczymy co z tego będzie (i z chemią i z Krzyśkiem…)

Z kartkówki z chemii dostałam w końcu piątkę, natomiast ta chemia między nami  rozkręciła się na całego :) Pamiętacie może moje zapiski z roku 1996 (i tu)? I Marcina (i tu:)? Kiedy kończyłam o nim opowieść, napisałam, że nie był on moją pierwszą miłością i wspomniałam też wtedy o Krzyśku. Bo to właśnie Krzysiek był moją pierwszą prawdziwą miłością i był dla mnie najważniejszą osobą przez spory kawałek mojego nastoletniego życia. To z nim przeżyłam pierwszy pocałunek, od niego usłyszałam pierwsze wyznania miłości, to on był chłopakiem, z którym po raz pierwszy znalazłam się w sytuacji intymnej. I to przez niego po raz pierwszy miałam złamane serce… To o nim nie mogłam zapomnieć przez kilka ładnych lat.
A wszystko zaczęło się dokładnie 9 stycznia 2000 roku..