*OGŁOSZENIE*

Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

piątek, 7 września 2012

Otwarcie

No i pięknie już hula mój blog :) Chyba, że Wam nie? :) Ale mi tak! Wkurzyłam się już wczoraj na całego, po kolejnym komentarzu z Waszej strony i zaczęłam przeglądać wszystko co mam w ustawieniach. Najbardziej zastanawiało mnie, że przecież wcześniej było dobrze! Usunęłam listę linków, ale to nie pomogło. Potem zauważyłam, że miałam kilka kodów html, których w ogóle nie używałam, więc pousuwałam i chyba zadziałało :) Szkoda tylko, że nie od tego zaczęłam, bo linki straciłam i będę musiała jeszcze raz je zapisywać. Ale najważniejsze, że już się wszystko szybko ładuje i można normalnie komentować.

Będę musiała wpaść niedługo na Onet (chociaż teraz to już chyba jakiś inny portal?), żeby odkurzyć stare kąty, bo jeszcze mi usuną starego bloga... Ale chyba się jednak już przyzwyczaiłam i jest dobrze. Na razie tu zostaję na dobre :) Jeszcze żeby tak znaleźć trochę czasu na skopiowanie archiwum... Ale może kiedyś.

Te prawie pięć miesięcy na bloggerze zleciały jak z bicza strzelił! A jednocześnie sprawiły, że.. uwaga, uwaga, naprawdę się tu zadomowiłam :P Nawet te kolory mi się chyba bardziej podobają niż onetowy fiolet.
Cieszę się też, że przydreptałyście za mną. Miło mi, chociaż w jakiś sposób to moje "przejście" pomogło mi zweryfikować moje blogowe znajomości. Bo nie wszyscy poprosili o adres, nie wszyscy wyrazili chęć czytania mnie dalej. Z większością z tych osób "rozstałam się" bez żalu. Inne nadal czytam :) Tak po prostu, bo nie uważam też, że zawsze musi następować rewanż.
Poza tym dzięki tej przeprowadzce dowiedziałam się o sporej grupie cichych Czytelniczek bez bloga, które z tego miejsca pozdrawiam ;)

Zawsze twierdziłam, że pisanie zahasłowanego bloga trochę burzy koncepcję blogowania, jaką mam w głowie. Miałam jednak swoje powody, żeby na początku prowadzić bloga na zaproszenia. Miało być na chwilę, ale jakoś tak się przeciągnęło i zostało do dziś. Pewnie większość z Was pomyślała, że tak już będzie :) Ale jednak nie. Zwłaszcza, że obiecałam Motylkowi (która nie może teraz komentować), że jeszcze przed ślubem zdejmę blokadę. I niniejszym mam zamiar to uczynić w najbliższych dniach :) Zupełnie inaczej niż większość blogowiczów.

Chociaż jednocześnie przyznać muszę, że ta blokada i tak nie okazała sie taka najgorsza i nie tak bardzo uciążliwa (dla mnie przynajmniej).
Stwierdzam, że fajnie jest mieć taką furtkę i w razie czego jest możliwość prowadzenia bloga tylko dla osób zaproszonych :) Więc kto wie, co będzie za kolejne pięć miesięcy ;)

czwartek, 6 września 2012

Będą świadczyć!

Franek w zasadzie od początku założył, że świadkiem na jego ślubie będzie jego brat. I tak zostało. Pomijam już fakt, że przez chwilę chciał się rozmyślić ze względu na różne - określmy to - rodzinne komplikacje i rozważał poproszenie kolegi o świadkowanie, ale ostatecznie pozostał przy pierwszej decyzji.

Ja natomiast od razu miałam trzy kandydatki. W pierwszej chwili myślałam, że będę musiała poprosić o świadkowanie moją siostrę "bo tak wypada". To znaczy, ja wcale tak nie uważałam, ale obawiałam się, że inni będą tak uważać :) Łącznie z moją siostrą. A tymczasem ona mi jakoś do tej funkcji nie pasowała. Poza tym, bardzo chciałam, żeby śpiewała na naszym ślubie, a tego nie dałoby się połączyć. Ale zbyt długo się nie musiałam zastanawiać, bo dokładnie w dniu kiedy ustaliliśmy datę ślubu siostra zadzwoniła do mnie i powiedziała: "Ale wiesz, gdybyś chciała na świadka wziąć jakąś swoją koleżankę, to ja się wcale nie obrażę... ja się chyba nie nadaję" :) Podtekst był taki, że ona świadkową wcale nie chce być, ale wolała to powiedzieć delikatnie, w razie gdybym to ja się oburzyła, że jak to? siostra i nie będzie świadkową? :) A tu się okazało, że obie kombinujemy tak samo :)

Zostały mi jeszcze dwie kandydatki. To znaczy, ja od razu powiedziałam, że najbardziej pasuje mi Juska! No widziałam ją po prostu jako świadkową i już! Ale została jeszcze Dorota... "matka chrzestna naszego związku", jak to czasami określamy, bo przecież Dorota była ze mną, kiedy poznałam Franka, mieszkała ze mną przez cztery lata naszego związku, była z nami w różnych sytuacjach - można powiedzieć, że na dobre i na złe :) I fajnie byłoby, gdyby była świadkiem na naszym ślubie, ale... no też mi jakoś nie pasowała! Jednak to najpierw do niej zwróciłam się z zapytaniem, czy się nie pogniewa, gdybym nie poprosiła jej o świadkowanie. A ona... się ucieszyła! :) Powiedziała, że się nie nadaje, nie chce, nie lubi i że Juska się na pewno zgodzi, bo idealnie pasuje!
Byłam tego samego zdania. Juska zrestą znała mnie tylko chwikę krócej od Doroty - bo Dorota to była pierwsza osoba, którą poznałam w liceum - stałyśmy z całym tłumem "nowych" pod klasą, a ona do mnie podeszła, przedstawiła się i zapytała, czy będziemy razem siedzieć na angielskim :P (Wiedziała co robi, bo potem ja robiłam za nią zadania domowe, a ona mnie budziła, gdy przychodziła na mnie kolej, żeby przeczytać czytankę :D) A Juskę poznałam jakieś cztery godziny później, gdy razem z trzema innymi nowymi koleżankami z klasy wracałyśmy po WFie do domu w tym samym kierunku :) Franka natomiast Juska poznała jakieś półtora miesiąca po mnie, kiedy odwiedziła nas z Poznaniu (bo w tym czasie mieszkała w Opolu) i od razu powiedziała, że on jest wpatrzony we mnie jak w obrazek i świata poza mną nie widzi :) Zresztą pamiętam że to właśnie podczas tamtej wizyty ponad sześć lat temu, na wieczornej imprezie obiecałam dziewczynom, że zaproszę je na wesele :)

No, ale odbiegłam trochę od tematu. Juska faktycznie się zgodziła. Była nieco zaskoczona, ale ucieszyła się :) I ja też, bo wyobrażałam sobie, że świadkowa musi być zaangażowana, z inicjatywą, pomysłowa a przede wszystkim otwarta i bezpośrednia, żeby nie miała w razie czego problemu, żeby z obcymi dla siebie ludźmi pogadać. No i jeszcze musi to być osoba, którą będę mogła poprosić bez skrępowania o pomoc. I Juska właśnie taka jest! Nadaje się idealnie!
Chociaż przyznam, że nie spodziewałam się, że aż tak się w to zaangażuje :) A ona sobie nawet listę zrobiła, co powinna robić jako świadkowa (poczytała to i owo) i co powinna ze sobą mieć :P Już zaczęła kompletować jakieś tam plastry, czy tabletki przeciwbólowe dla mnie. Inna sprawa, że z racji swojego zawodu, talentu i hobby, przygotowywała nam zaproszenia i winietki. To już było poza zakresem jej obowiązków, podobnie jak dekoracja sali, ale ona to lubi :)
Ale podkreślić muszę, że Juska nie jest taka, ponieważ jest moją świadkową, a raczej jest moją świadkową, ponieważ taka właśnie jest :)
No i wszyscy są zadowoleni :) Ja, bo mam świadkową, jak się patrzy, no i siostra będzie mogła śpiewać :), Juska, bo się dobrze czuje w tej roli, siostra, bo ma spokój :) A najszczęśliwsza to jest chyba Dorota! :) Często mi powtarzała, że cieszy się, bo nie lubi niczego załatwiać i nie nadaje się do pełnienia "zaszczytnych funkcji". A ostatnio na panieńskim, jak już się wesoło zrobiło o mówiła mi, jak bardzo mnie kocha, to wyznała też (a w zasadzie wyznawała przez cały wieczór), że ma wyrzuty sumienia, że się tak nie angażuje, ale że ona po prostu taka już jest i że jest mi bardzo wdzięczna, że jej na tą świadkową nie wybrałam i takie tam :) A dodała jeszcze, że wszystko mi wynagrodzi, jak już będę miała dzieci - będzie z nimi ćwiczyć i chodzić z nimi na basen i nauczy je pływać i będzie z nimi grała w piłkę i będzie najlepszą ciocią :)
A ja znam ją na tyle, żeby wiedzieć, że jej brak zaangażowania nie wynika z braku zainteresowania a po prostu taka już jest:) Przecież wiem, że się cieszy i nie może się doczekać tego wesela. To mi wystarczy, zwłaszcza, że pewnie będzie rozkręcać imprezę. A poza tym wiem też, że właśnie do roli cioci nadaje się świetnie, więc na nią jeszcze przyjdzie czas :D
A tak w ogóle, to przecież i tak wszystkie będą świadkami naszego ślubu :D

I tylko jedna moja ciocia lekko się obruszyła, że to nie siostra będzie świadkować :) Ale już się z tym oswoiła. A mnie takie konwenanse denerwują. Gdzie to jest napisane, że rodzeństwo ma świadkować? :) Chyba lepiej, żeby rolę tę pełniła osoba, której sprawi to przyjemność i która dodatkowo mi pomoże, niż ktoś kto czułby się nie na swoim miejscu i niewiele byłoby z niego pożytku jako świadka :) My organizujemy swoje wesele po swojemu. Jesteśmy w dużej mierze tradycjonalistami, więc jest tradycyjnie, ale z drugiej strony, jak nam się coś nie podoba, to tego nie robimy :)

***
Zadzwonił dzisiaj do mnie Finansowy i powiedział, że ze względu na moją "szczególną sytuację" :P mam sobie wpisać zamówienie na kilkanaście butelek wina :)

***
Prognozy pogody na przyszły tydzień są naprawdę obiecujące :)) Oby tak dalej!

***

Franek dzisiaj rzucił tekstem: coraz mniej dni do wesela, a Ty codziennie jesteś ładniejsza.
No tak, po ślubie pewnie się skończą te komplementy :D

***
Czekając dzisiaj na przystanku na autobus zobaczyłam parę młodą, która robiła sobie zdjęcia w plenerze. Ludzie zwracali na nich uwagę, przyglądali się im. Jedna dziewczyna obok mnie powiedziała do chłopaka z którym była: "ciekawe kiedy ja będę w takiej sukni chodzić?..." A ja miałam ochotę krzyczeć: a ja już prawie za tydzień! Halo, niedługo jaaa!! :D