*OGŁOSZENIE*

Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

sobota, 3 maja 2014

Jeszcze chwilę o tym pożegnaniu :)

Muszę przyznać, że kompletnie nie spodziewałam się takiego odzewu na poprzednią notkę! Ja naprawdę myślałam, że ze względu na moje blogowe rozleniwienie, które trwało przez czas jakiś (wszak dopiero ostatnio zaczęłam powracać na dawne tory - przynajmniej jeśli chodzi o pisanie), wiele osób się wykruszyło i że nie ma Was, odwiedzających aż tak dużo. 
Przyznaję też, że jakoś nie wpadłam na to, że tytuł notki, choć pozornie oczywisty, większości z Was jednoznacznie nasunie na myśl, że rzeczywiście kończę pisać :) Stało się tak dlatego, że tytuł powstał na samym początku - jako coś w rodzaju hipotezy, ale, że od razu miałam gotową odpowiedź, to nie spojrzałam na to z innej perspektywy :P Poza tym chyba sugerowałam się tym, że skoro ostatnio jednak zaczęłam się na nowo rozkręcać, to żadna z Was na serio tego nie weźmie :D Ale ostatecznie myślę sobie, że nieco emocji nie zaszkodzi, przynajmniej się zrobiło małe poruszenie na tym moim kolorowym poletku. 

Bardzo Wam dziękuję Dziewczyny, że się odezwałyście, dziękuję za wszelkie dowody sympatii i miłe słowa. Mam potwierdzenie, że te z Was, które podejrzewałam o regularne odwiedziny, rzeczywiście cały czas są :) Dzięki temu wiem, że znajomość zawarta na blogu może trwać latami, ciągle ewoluować i się umacniać. Przecież już tak wiele o sobie wiemy... 
Ale fajnie mi było się przekonać o tym, że jest sporo osób, o których myślałam, że już nie zaglądają - bo albo zamilkły u siebie, albo właśnie nie zamilkły i dzięki temu wiem, że mają urwanie głowy, więc nie spodziewałam się, że mogą mieć czas na czytanie moich głupot ;) A jednak jesteście! 
Zrobiło mi się też bardzo miło, że wiele osób, o których istnieniu dowiedziałam się dopiero przy okazji przenosin na blogspot, gdy prosiłam o namiary, a które nie piszą swojego bloga, nadal jest! Wydaje mi się, że to szczególna sytuacja, bo jednak chyba łatwiej utrzymać relacje i "zatrzymać" czytelników, gdy ta interakcja zachodzi i na moim i na ich blogu. Tymczasem Wy jesteście tak po prostu, żeby przeczytać to, co mam do powiedzenia - często już od kilku lat.
Cieszę się też, że nowe osoby nadal się tu pojawiają - zarówno te piszące, jak i tylko czytające. Niektóre z Was odezwały się już jakiś czas temu, inne dopiero teraz. Nawiązywanie nowych znajomości na blogowisku jest teraz dużo trudniejsze niż kiedyś, bo wiele blogów jest zablokowanych. Dlatego często jest tak, że to osoba mająca bloga "sprywatyzowanego" :P musi pierwsza wyjść z inicjatywą. Fajnie, że się odzywacie i dzięki temu mam okazję nawiązać nowe, ciekawe znajomości.
Oczywiście potwierdziły się też niestety moje przypuszczenia, że zniknęło (przynajmniej z mojego bloga :P) kilka blogerek, z którymi znam się już sporo czasu i które regularnie czytuję (i nadal mam zamiar, bo po prostu lubię, niezależnie od tego, czy zaglądają do mnie:)) - ale tak po prostu bywa. Trudno. Na pewno każda z Was ma taki lekki zawód na koncie.

Tak już ostatecznie podsumowując wszystko to, co pisałam Wam w komentarzach, chciałam jeszcze dodać, że mam ogromny sentyment do tych znajomości, zawartych jeszcze za czasów onetowskich - bo wiecie, jaka byłam kiedyś i byłyście świadkami mojej ewolucji oraz wielu rewolucji w moim życiu :) Poza tym bardzo sobie cenię fakt, że gdy trafiacie tu przypadkiem (i zostajecie na dłużej!-to cieszy), macie ochotę poświęcić swój czas na przeczytanie archiwalnych notek i w ten sposób trochę lepiej mnie poznać. Sama robię tak bardzo często.
Jednym słowem - fajnie, że jesteście i wszystkie jesteście mile widziane :)

A żeby tych słodkości stało się zadość (to Wy wprawiłyście mnie w taki nastrój - serio, serio:)) - niesamowicie mnie zmotywowałyście do dalszej pisaniny! Te wszystkie komentarze i przyjazne słowa dały mi jakiegoś kopa i teraz nabrałam jeszcze większej chęci na pisanie. Myślę, że utrzyma się to u mnie przez dłuższy czas (choć oczywiście wszystko muszę godzić z moim życiem w realu, a czas nie jest z gumy, ale będę robić co w mojej mocy) - już teraz mam kilka pomysłów na to, o czym chciałabym opowiedzieć.
No i wreszcie zabiorę się za zrobienie jakiejś porządnej linkowni! Bo to mi zdecydowanie utrudnia regularne zaglądanie do Was! Kiedyś jak miałam ładnie wszystko wypisane, to codziennie leciałam po kolei, a teraz zawsze z doskoku. Adresów mam bez liku i to mi utrudniało porządkowanie ich, ale teraz będę miała punkt wyjścia, bo zacznę od tych z Was, które się ostatnio odezwały. Słowo Margolki, że wreszcie sobie wszystko ogarnę!

I tym sposobem moja zupełnie spontaniczna inicjatywa zmieniła lekko moje nastawienie i chyba dodała mi skrzydeł (zobaczymy jak daleko na nich dolecę:P). Spodobało mi się - następny spis powszechny za dwa lata!:P(dotrwam? :) na chwilę obecną czuję, że tak)
Wybaczcie mi tę chwilę słabości (lub słodkości:P)- rozczuliłam się po prostu :) Ale wychodzę z założenia, że od czasu do czasu, trzeba coś miłego - nawet jeśli to oczywiste - po prostu powiedzieć. Nie, żebym nigdy nie mówiła... oj no wiecie o co mi chodzi, nie:)?, teraz już uciekam, zanim się do końca zaplączę :)

środa, 30 kwietnia 2014

Pożegnania nadszedł czas?

W ubiegłym tygodniu "kredki margaretki" obchodziły kolejne urodziny. Piszę już sześć lat, z czego dwa na blogspocie. Może to i nie tak dużo, ale jednak jak sobie pomyślę, ile może się wydarzyć przez ten czas i jak wiele zmienić, to stwierdzam, że to kawał czasu. Zawsze z tej okazji mam ochotę na chwilę się zatrzymać i podumać nad tym moim pisaniem. A że do napisania takiej refleksyjnej notki potrzebny jest względny spokój, zazwyczaj powstaje z opóźnieniem.

Pytania jak długo zamierzam pisać tego bloga oraz czy może powinnam sobie dać z tym spokój pojawiają się od czasu do czasu w mojej głowie. Na pierwsze odpowiedzi nie znalazłam :) Jeśli chodzi o drugie - ostatnio zastanawiam się nad tym jakby mniej. Chyba już jakiś czas temu doszłam do wniosku, że jednak chcę pisać - nawet kiedy chwilowo nie mam na to czasu albo ogarnia mnie lekkie zmęczenie, wolę zrobić sobie przerwę niż zamykać bloga. Potrafię bez tego żyć, ale jednak wydaje mi się, że po tylu latach po prostu by mi tego brakowało. Dlatego też odpowiadając na pytanie w tytule - nie, na pewno nie nadszedł. Ba! Nawet nie jest blisko :P Nie żegnam się ani z Wam ani z tym miejscem i na razie nie potrafię sobie wyobrazić, że nie miałabym gdzie się "wypisać". Przez te lata tak bardzo weszło mi to w krew, że na pewno odczuwałabym pustkę, której nie potrafiłabym niczym wypełnić.

Moje pisanie bardzo się zmieniło przez ten czas - o czym mogę się przekonać czytając moje dawne notki przy okazji przenoszenia mojego archiwum ze strony onetu. (Idzie mi to powoli, ale idzie. Kiedyś pewnie skończę :)) Ja sama też się zmieniłam, co powtarzam chyba co rok. Nie wiem, czy są to zmiany na lepsze, czy gorsze, ale raczej nieodwracalne. Tym, co w tych zmianach dotyczących blogowiska zapisuję na plus, jest złapanie dystansu. Długo na to czekałam, ale już od przynajmniej roku rzeczywiście potrafię nie podchodzić już tak emocjonalnie do wielu spraw związanych z blogiem i komentarzami, jak kiedyś. Nie analizuję każdego słowa, nie przejmuję się aż tak bardzo, potrafię odpuścić. Z tym spokojem jest mi zdecydowanie wygodniej. Ale blogosfera też się zmieniła i jestem pewna, że Wy też to zauważacie. Chyba łatwiej jest o ten dystans, bo relacje, które się teraz tu nawiązują są jednak nieco innego typu - chyba o nie trudniej, niż to było kiedyś. Szkoda.

Jedna z osób, do których od czasu do czasu zaglądam napisała kiedyś w komentarzu u innej osoby, że czyta już tylko nieliczne z blogów, które zawsze odwiedzała i że ich autorzy i tak nie zauważają zniknięcia czytelnika. Nieprawda! Nie wiem jak Wy, ale ja to zawsze zauważam. Dość szybko odnotowuję, że ktoś, kto dotychczas regularnie komentował nagle milknie. Oczywiście nieraz jest to spowodowane czymś konkretnym - jakimiś wydarzeniami w życiu, brakiem czasu itd. Ale czasami dzieje się to tak po prostu... I wtedy jest mi trochę żal. Zwłaszcza, gdy dotyczy to blogerki, z którą miałam lub mam dobre i bliskie relacje. Żal, gdy znikają blogi albo komentarze od "pewniaków" :) Osób, które zawsze miały coś do powiedzenia, które zostawiały dobre słowo, o których wiedziałam, że były.
Nie zrozumcie mnie źle - ja absolutnie nie wymagam od nikogo komentowania na każdy temat i nie mam nic przeciwko cichym czytelnikom (ale jest mi miło, jak się przywitają :)) Ale z wieloma z Was miałam okazję na ten temat rozmawiać i zazwyczaj zgadzamy się co do tego, że jednak takie rozmowy pod postem wiele wnoszą - o ile nie w samą dyskusję, to w zacieśnianie relacji :)

Jednakże sama mam sobie wiele do zarzucenia i wcale nie mam zamiaru się wybielać. Prawda jest taka, że choć staram się jak mogę, nie potrafię powrócić do dawnej aktywności i też nie komentuję zawsze i wszędzie, gdzie bywam :( Ostatnimi czasy miewałam też okresy dłuższego lub krótszego przestoju. Objawiały się moją nieobecnością tutaj, ale też u Was. I dzisiaj właśnie, w związku z tą kolejną rocznicą, chciałam tak ze szczerego serca podziękować tym z Was, które są ze mną, czytają moje notki i je komentują mimo wszystko :) Mimo moich dłuższych nieobecności, mimo mojego milczenia, mimo rozluźniającego się czasami kontaktu (choć gdy zauważam coś takiego, staram się jednak zadziałać). Nietrudno mi zauważyć, kto odwiedza mojego bloga tylko w ramach rewizyty, a kto zagląda i odzywa się nawet wtedy, gdy ja milczę przez dłuższy czas. Nie mam pretensji do tych pierwszych - blogosfera jest po prostu oparta na wzajemności, ale tym bardziej doceniam obecność tej drugiej grupy i jeszcze raz Wam dziękuję :)

Od czasu do czasu rzucam okiem na statystyki, które tu sobie zamieściłam (wiadomo, że margolka bez cyferek by się nie obeszła :)) i widzę, że dziennie zagląda tutaj nawet około 100 osób. Ale nie śledzę tego jakoś bardzo skrupulatnie i nie wiem, kogo ta setka obejmuje :) Dlatego też mam do Was prośbę - zróbcie mi ten prezent rocznicowy i się odezwijcie :) To prośba do wszystkich - i do innych blogerek i do tych, które swojego bloga nie mają; do tych, z którymi się znam już kilka lat oraz do tych, które czytają po cichu.
Po prostu dajcie mi znać, kto tu jeszcze zagląda, chciałabym wiedzieć, dla kogo jeszcze piszę :)